"RING GIRL"~ K.N.Haner

"RING GIRL"~ K.N.Haner


Cześć Wszystkim! 

3 lipca była premiera "RING GIRL", książka ma już drugi dzień! Kto jeszcze nie ma jej w planach, to zmienić plany proszę 😉 


Jest to książka inna od pozostałych, które napisała Pani Kasia. Tutaj mamy odsłonę delikatności, poszukiwanie bezpieczeństwa, zrozumienia, miłości. Oczywiście trochę pikanterii dostaliśmy, małych dramatów także! 


Miłość była dla mnie przereklamowana, a ludzie przez nią stawali się inni, bezmyślni, podejmowali nieodpowiednie decyzje, a potem kończyli ze złamanym sercem.

Gwarantuje Ci, że przelecisz przez książkę w jeden dzień, może historia nie jest jakoś bardzo wystrzałowa, ale ma swój charakter.  Eden Tuner jest główną bohaterką, jak już z opisu wiesz, jest córką byłego Mistrza Świata w boksie. Wydawać by się mogło, że relacje córka - ojciec będą 'prawidłowe' jednak Były Mistrz ma pewne problemy, z którymi sobie nie radzi. Napięcie jakie w nim buzuje, czasami wyładowuje na córce, przez to ich relacje nie są prawidłowe, ale to nie wszystko, dochodzą jeszcze problemy z alkoholem. Ojciec nie chce, żeby Eden miała coś wspólnego z boksem. Dlatego wysłał ją na studia z zarządzania, które on opłaca. Dlaczego zarządzanie? Sprawa prosta, nie ma to powiązania z boksem, rehabilitacja, medycyna - to już mogłoby mieć. Przybliżone słowa padły z ust Eden, ja je tylko przytaczam.😁  Eden z początku wiedzie normalne życie, nie ma styczności z boksem, aż do pewnego dnia, w którym dostaje od Ojca bilety VIP na Galę,(wcześniej jej przyjaciel - Carter miał także bilety, które wygrał) z tym dniem zmieni się wszystko.  No i tutaj pojawia się przystojny facet  - Logan. Logan jest bokserem, który akurat przechodzi kontuzję. On nie wie, kim jest dziewczyna. Eden pamięta go jeszcze z dzieciństwa, gdy ojciec był jego trenerem. Córka chcę zrobić ojcu na złość, dlatego chce wejść w świat boksu, o którym już tyle wie, od samego Mistrza. Jak się pewnie domyślasz sytuacja się rozwinie. Nie będzie to typowy romans, na zasadzie seksu. Tych dwoje wejdzie w relacje, które będą dla nich czymś więcej, odnajdą to czego oboje szukali. Odnajdą spokój, na który każdy z nich czekał. Ale czy spokój może być oparty na tajemnicach, kłamstwach? Każde z nich ma pewną tajemnice, o której nie mówi. Uważają, że niewypowiedziana prawda to nie kłamstwo, tylko ominięcie pewnych informacji.


Wprowadziłaś w moje życie coś, czego dawno nie czułem. Spokój. Mimo wszystko czułem się przy tobie spokojny, bo moja przeszłość taka na pewno nie była.

Zanim ten spokój nastąpi, będą musieli przebrnąć przez kilka dramatów. Napomnę, że umowa bokserska Logana jest skomplikowana, narzeczona okazuje się 'niby narzeczoną' i jeszcze dowiesz się wiele innych ciekawych rzeczy.


Czy relacje Logana z Eden będzie można nazwać związkiem? Czy te dwie osoby, będą w stanie przejść przez pewne zachwiania, które przygotuje im los? Czy Logan wybaczy Eden, że go okłamała w sprawie ojca trenera? Czy tych dwoje, którzy odnaleźli w sobie nawzajem spokój i bezpieczeństwo będą mogli trwać ze sobą?




Bo nieważne, ile razy upadniemy. Ważne jest,by przyznać się do błędów i próbować je naprawić, a potem iść dalej. Najgorzej jest stanąć w miejscu i nic nie robić. Wtedy nie będzie lepiej. Strach może nas paraliżować, ale on w końcu mija. Każdą porażkę warto przeobrazić w lekcję. I słuchać własnego serca, które mimo że boi się miłość,tak bardzo jej potrzebuje. bo bez miłości jesteśmy nikim. Stajemy się martwi za życia. Popełniajmy błędy, naprawiamy je, cieszmy się z sukcesów i wyciągamy wnioski z porażek. Nikt nie jest nieomylny, ale na naszej drodze zawsze pojawiają się ludzie, których powinniśmy z całych sił zatrzymać przy sobie jak najdłużej. Może nawet na zawsze?



Zachęcam do lektury!
M 👄 
PRZYPOMINAJKA PREMIEROWA

PRZYPOMINAJKA PREMIEROWA

Dziś mamy piątuniu a więc zbliżamy się wielkimi krokami do nowego miesiąca, a w lipcu mamy gorące premiery!


Pierwsza z nich to  👇 Swoją premierę ma 3 lipca 



Następna HOT premiera, to II tom "ZBUNTOWANEGO DZIEDZICA"- Premiera 7 Lipca


Mam jeszcze dla Was kolejną propozycję, bo 2 lipca odbędzie się premiera książki Dwa jabłka Adama autorstwa Ewy Podsiadły-Natorskiej, która ukaże się nakładem Wydawnictwa Editio.


Tej Wam jeszcze nie przedstawiałam, dlatego łapcie opis + mały fragment (zajrzyj do książki)💥

Miłość, pożądanie i zdrada oczami mężczyzny, który znalazł się na rozdrożu.

On - wzorowy mąż i ojciec, utrzymujący rodzinę z pracy tłumacza.

One - wzorowa żona i matka oraz jego koleżanka z zamierzchłej przeszłości.

Przypadkowe spotkanie Adama i Diany w ich rodzinnych stronach staje się początkiem erotycznej i psychologicznej gry pomiędzy nimi, w którą wkrótce zostaje wciągnięta również jego żona Lidka. Z pozoru zwykły romans okazuje się niemożliwy do zakończenia, a fascynacji koleżanką z dzieciństwa ulega też żona Adama. Prowadzi to do trudnego, poliamorycznego układu, w którym wszyscy troje będą musieli zweryfikować wszystko, w co do tej pory wierzyli.

W tym menage a trois - gospodarstwie domowym trzech osób - powstaje wzajemna sieć skomplikowanych i dzikich uzależnień, w której będzie się jeszcze musiało znaleźć miejsce dla małego dziecka.


Musiała wiedzieć, że kochał się z Dianą - nawet jeśli nie dzisiaj, to niedawno. Nie była głupia, miała świadomość, co ich połączyło. A składając swoją niemoralną propozycję, wyraziła zgodę, by tego nie przerywali. Miał więc je obie i fakt, że kochał się z jedną i drugą tego samego dnia, nagle stracił znaczenie. Bo obie były ważne. Bo bez obu nie było życia.

Wejdź i zobacz książkę 👇

"Zbuntowane serce"~~ VI KEELAND  PENELOPE WARD

"Zbuntowane serce"~~ VI KEELAND PENELOPE WARD

"Zbuntowane serce"~~ VI KEELAND  PENELOPE WARD


Piękne lato w Hamptonie i gorący romans wydają się przepisem na idealne wakacje. Wiadomo jednak, że zakochać się w najbardziej nieodpowiednim facecie na ziemi, wytatuowanym twardzielu bez skrupułów, który jest dziedzicem bajecznej fortuny, to prosić się o duże kłopoty. Mądre dziewczyny o tym wiedzą. Gia również wiedziała, mimo to z pełną świadomością wplątała się w skomplikowaną relację, z której trudno wyjść bez ran.

Uczucie, które niespodziewanie narodziło się między nią a Rushem, okazało się czymś mocniejszym od zwykłej letniej miłostki, lecz nie było im dane po prostu cieszyć się swoją miłością. Musieli zmierzyć się z cierpieniem i dokonać trudnych wyborów. Druga część tej historii nie przyniesie cudownego rozwiązania narastających problemów pary. Konsekwencje jednorazowej przygody z Harlanem będą dla dziewczyny dużo poważniejsze niż niespodziewane macierzyństwo. Jak mocny okaże się związek Gii i Rusha?

W Zbuntowanym sercu sprawy znacznie się komplikują. Gia i Rush stoją na rozdrożu. Chociaż się kochają i tęsknią za sobą, pomiędzy nimi wyrasta mur niedopowiedzeń i zawiedzionego zaufania. Tęsknota miesza się z rozpaczą, miłość z gniewem. Każde kolejne wydarzenie zdaje się niweczyć szansę na szczęśliwe zakończenie. Oto jak kosztowna i trudna do odkupienia może być chwila zapomnienia!

Jak sprawić, by znów zwyciężyła miłość?

 PREMIERA 7.07.2019r.

__________
 Po zakończeniu pierwszej części nie mogłam uwierzyć w to jak ona się zakończyła. Miałam mnóstwo pytań co będzie dalej, m.in. czy faktycznie Gia rozpoznała faceta, którego miała nigdy więcej nie zobaczyć i czy to naprawdę musiał być brat Rusha? Bo jeśli tak miało być to już widziałam rozczarowanie Rusha, te wszystkie komplikacje między nimi. A przecież już się między nimi układało.. Tak więc w drugiej części zaczynamy od tej niezręcznej sytuacji... Już wiem, że moje przypuszczenia okazały się słuszne związku z tym, kto jest ojcem dziecka Gii. W jednej chwili serce mi pękło.  
       Jednak nasi bohaterowie nie byliby sobą, gdyby nie próbowali walczyć o miłość, gdy jedno się poddaje drugie działa i na odwrót. Każda kobieta  marzy o takim mężczyźnie, który daje kobiecie nie tylko bezpieczeństwa i miłość, ale także wprowadza ją w zachwyt swojego ciała (mam na myśli wielkie ciężarne ciało kobiety) bo czyż nie każda kobieta potrzebuje wtedy akceptacji ze strony mężczyzny pod względem tego jak jej ciało zaczyna się zmieniać? Czytając II tom znalazłam w nim wszystkie uczucia zaczynając od rozczarowania a kończąc na zrozumieniu. Urzekła mnie ta książka nie tylko pod względem historii, ale także dobrze wykreowanych bohaterów, którzy nie byli idealni - zupełnie jak zwykli ludzie. Mieli piękną cechę - nie poddawali się tak łatwo, wierzyli, że jakoś to się może wszystko ułożyć i przede wszystkim dążyli do tego. Ich miłość nie była wymuszona, była naturalna. Uważam, że czytelnik miał przed sobą piękny obraz miłości, w której niemiłe niespodzianki tylko wzbogacały to uczucie docenienia. Chodzi mi tutaj, że ta naturalność pozwoliła dostrzec jak niewiele kobiecie potrzeba by czuła się kochana, doceniona i bezpieczna. Że te wszystkie czyny, gesty, słowa od strony Rusha w kierunku Gii był niewymuszone i przez to piękne. 

Wiecie czasami książka wywiera w nas takie emocje, o których trudno napisać. Te dwie części były piękną historią miłości, akceptacji, zrozumienia. Bardzo Wam je polecam.



Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwo editiored <3 
Opóźnienia, bo sesja depresja wpadła w odwiedziny

Opóźnienia, bo sesja depresja wpadła w odwiedziny

Chyba jeszcze nie miałam takiej ciężkiej sesji, jak w tym roku.  Dlatego narobiło mi się trochę zaległości, ale już jestem na dobrej drodze nadrabiania.  W najbliższym czasie zobaczycie na blogu nowości lipca, ale także z czerwca moje niedociągnięcia, których nie zdołałam się podjąć przed sesją 🙀

Teraz otrzymacie ode mnie opisy książek, które w najbliższym czasie będą miały recenzje na blogu i na instagramie 😍 Przepraszam Was za takie opóźnienia.

"Pewnej zimy nad morzem"~~ Iwona Banach



Senne nadmorskie miasteczko tuż przed Bożym Narodzeniem staje się areną niepokojących wydarzeń. Dwa ciała, które mogą należeć do tej samej ofiary, to dopiero początek… Przystojny policjant Marek rozpoczyna skomplikowane śledztwo. Dzielnie wspiera go w tym urocza Majka. Czy wspólnie uda im się wyjaśnić zagadkę? I czy wśród całego tego zamieszania znajdzie się miejsce na rodzące się uczucie? 
Jeśli macie ochotę na pełną zwrotów akcji opowieść, przeczytajcie, co wydarzyło się pewnej zimy nad morzem…








    "Ziemia w ogniu. Księga 2 serii wschód ziemi" ~~ Daniel Arenson



Nazywamy je wijcami. Przybyły z głębi kosmosu. Nieskończenie okrutne stwory o ostrych szponach, które pustoszą świat.Podczas gdy wojna trwa, a miasta obracają się w gruzy, szeregowy Marco Emery wylatuje w kosmos wraz ze swoim plutonem. Wygrali jedną bitwę na Ziemi; kolejną przyjdzie im stoczyć w ciemności.

Wijce nie spoczną, dopóki nie zginie ostatni z ludzi. Marco i jego przyjaciele muszą je pokonać. Muszą zwyciężyć – w przeciwnym razie Ziemia upadnie.








      "Zbuntowane serce"~~Vi Keeland, Penelope Ward


Piękne lato w Hamptonie i gorący romans wydają się przepisem na idealne wakacje. Wiadomo jednak, że zakochać się w najbardziej nieodpowiednim facecie na ziemi, wytatuowanym twardzielu bez skrupułów, który jest dziedzicem bajecznej fortuny, to prosić się o duże kłopoty. Mądre dziewczyny o tym wiedzą. Gia również wiedziała, mimo to z pełną świadomością wplątała się w skomplikowaną relację, z której trudno wyjść bez ran.

Uczucie, które niespodziewanie narodziło się między nią a Rushem, okazało się czymś mocniejszym od zwykłej letniej miłostki, lecz nie było im dane po prostu cieszyć się swoją miłością. Musieli zmierzyć się z cierpieniem i dokonać trudnych wyborów. Druga część tej historii nie przyniesie cudownego rozwiązania narastających problemów pary. Konsekwencje jednorazowej przygody z Harlanem będą dla dziewczyny dużo poważniejsze niż niespodziewane macierzyństwo. Jak mocny okaże się związek Gii i Rusha?

W Zbuntowanym sercu sprawy znacznie się komplikują. Gia i Rush stoją na rozdrożu. Chociaż się kochają i tęsknią za sobą, pomiędzy nimi wyrasta mur niedopowiedzeń i zawiedzionego zaufania. Tęsknota miesza się z rozpaczą, miłość z gniewem. Każde kolejne wydarzenie zdaje się niweczyć szansę na szczęśliwe zakończenie. Oto jak kosztowna i trudna do odkupienia może być chwila zapomnienia!

Jak sprawić, by znów zwyciężyła miłość?


    "Ring Girl"~~K.N.HANER


Pełna żaru, energetyczna opowieść o miłości w brutalnym świecie boksu.

ONA - córka boksera o międzynarodowej sławie.

ON – pretendent do tytułu Mistrza Świata.

ONA trzyma się jak najdalej od ringu i bokserskiego świata. ON żyje tylko po to, by walczyć i zwyciężać. Przypadek sprawia, że dwójka dawnych znajomych spotyka się ponownie.

Czy odnajdą się w świecie, który oboje równie mocno kochają, co nienawidzą?

Czy tajemnice, które mają przed sobą, nie przeszkodzą im w drodze do szczęścia?



Każdej z tych książek nie mogłam się doczekać! Dlatego myślę, że pójdzie mi sprawnie nadrabianie 😉 A Wy za jakąś książką teraz czekacie? 
"Zbuntowany dziedzic" ~~ VI KEELAND, PENELOPE WARD

"Zbuntowany dziedzic" ~~ VI KEELAND, PENELOPE WARD


Piękne lato w Hampton wcale nie musi się dobrze skończyć. Niestety, Gia nie wiedziała, jakie skutki będzie miała jej uprzejmość wobec przyjaciółki. To właśnie tej nocy poznała wytatuowanego faceta z trzydniowym zarostem na twarzy. Miał cudowne, wysportowane ciało i nieprzyzwoicie intensywne spojrzenie. Rush nie pasował do wymuskanych gogusiów, którzy przychodzili do tego lokalu. Był twardzielem bez skrupułów, w dodatku cholernie bogatym. Do takich mężczyzn nie wolno się zbliżać, a już na pewno się w nich zakochiwać.

Gia jednak nie uciekła gdzie pieprz rośnie. Została w barze. Szybko zbliżyła się do Rusha i jeszcze szybciej się w nim zakochała. Odkryła, że jest wspaniałym mężczyzną skrywającym się za maską wrednego szefa. Jej uczucie stawało się coraz głębsze i mocniejsze. Straciła kontrolę nad tym związkiem, a przecież słyszała wyraźnie, że przystojny dziedzic wielkiej fortuny nie zamierza wiązać się z nią na dłużej. Miłość do takiego człowieka to nic innego, jak tylko kłopoty. Zwłaszcza że Gia mimowolnie zrobiła wiele, aby sprawy jeszcze bardziej się skomplikowały, a sytuacja stała się trudna do zniesienia...

Trzymasz w ręku pierwszy tom niesamowitej i pełnej humoru opowieści o uczuciu, które nigdy nie powinno się zdarzyć. To historia pełna namiętności i pożądania, ale mówi też o trudnych wyborach, o rozterkach i tęsknocie. Jak potoczą się losy Gii i Rusha? Przygotuj się na niespodzianki!
Nie wolno zakochiwać się w kimś takim jak on!



_____________

Premiera miała miejsce 25 kwietnia br.

Bardzo się cieszę, że miałam możliwość przeczytania tej książki!
Język jakim posługują się autorzy jest prosty, przyjemny w odbiorze. Dlatego nawet nie zauważysz jak będziesz już na ostatnich stornach książki. Można by powiedzieć, że ta historia jest dość typowa z racji Rush'a, który jest typowym mężczyzną (czyt. bez stałej kobiety + bogaty), jednak pomimo to wchłonęła mnie. Może dlatego, że czasami potrzebujemy czegoś lekkiego, niewymuszonego by się oderwać i ta książka okazała się strzałem w 10! Jeśli potrzebujesz znaleźć się w chwili beztroskiej, nie masz się nad czym zastanawiać. 

Podoba mi się, jak zostało pokazane zauroczenie Rusha do Gii, no bo wiecie jak to facet - on nie umie kochać, albo nie znalazł tej jedynej. Gdy przychodzi ta chwila, chwila, w której zrozumiał, że myśli o niej trochę więcej, że denerwuje ją to, że gada z innymi facetami no to tu już się zaświeciła jakaś lampeczka w głowie. Wiecie, że książka nie byłaby sobą jeśli wszystko byłoby takie proste, dlatego, sprawy się pokomplikują i tu mogę Wam powiedzieć, że to nie do końca będzie wina Rusha. 

Czy ta dwójka będzie razem? Czy zwykła dziewczyna zasłuży na mężczyznę, który jest skryty w sobie? 

Ps. Nie zabraknie tutaj pikanterii między naszymi bohaterami!


Jeśli boisz się w kimś zakochać, to zwykle dlatego, że już się zakochałeś.


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Editiored ❤

Ps.2  PREMIERA "ZBUNTOWANE SERCE" już niedługo - 7 lipca 2019r.
Zobaczcie na tą okładkę 👇


Zapowiedź "Ziemia w ogniu. Wschód Ziemi. Tom 2 "~Arenson Daniel

Zapowiedź "Ziemia w ogniu. Wschód Ziemi. Tom 2 "~Arenson Daniel



Ziemia stoi w ogniu.

Nazywamy je wijcami. Przybyły z głębi kosmosu. Nieskończenie okrutne stwory o ostrych szponach, które pustoszą świat. Podczas gdy wojna trwa, a miasta obracają się w gruzy, szeregowy Marco Emery wylatuje w kosmos wraz ze swoim plutonem. Wygrali jedną bitwę na Ziemi; kolejną przyjdzie im stoczyć w ciemności. Wijce nie spoczną, dopóki nie zginie ostatni z ludzi. Marco i jego przyjaciele muszą je pokonać. Muszą zwyciężyć – w przeciwnym razie Ziemia upadnie.


______________
Pamiętacie, że 6 czerwca zeszłego roku miał swoją premierę I tom, tym razem premierą II tomu będzie 12 czerwca. Ja już się nie mogę doczekać, jak się potoczą dalsze losy bohaterów, ale najważniejsza jest walka z wijcami. Nie możecie przegapić tej premiery!

Mam dla Was coś specjalnego - mianowicie I rozdział II tomu.. a więc zapraszam, do krótkiej lektury. Dziś I rozdział, pod koniec tygodnia, będzie II 😀


Ps. Jeśli nie pamiętacie o czym był I tom, odsyłam tutaj 👇

Ps.2: Książka jest już w przedsprzedaży: poniżej link 👇
_________


ROZDZIAŁ PIERWSZY


Coś czai się w ciemnościach. Coś mnie śledzi.
Kara szła przed siebie ulicami Corpus City pod krwawiącym niebem. Niebo zawsze tu krwawiło; zawsze cuchnęło śmiercią. Corpus, ten niegościnny księżyc, krążył po orbicie gazowego olbrzyma, który przesłaniał gwiazdy, pochłaniał nieboskłon, kłębił się, bulgotał i buchał oparami. Cały czerwony, pokryty smugami czerni i żółtymi plamami, wyglądał, jakby zaraz miał ją zmiażdżyć. Ilekroć Kara spoglądała w górę pomiędzy żelaznymi wieżami, kopułami rafinerii i dymiącymi kominami, zdawało jej się, że znajduje się w brzuchu jakiejś bestii, pokrytym od środka ropiejącymi wrzodami.
– Mamusiu – wyszeptał jej syn. – Mamusiu, słyszę to. Za nami. W cieniu. – Chłopiec wskazał palcem. – Widzę to.
Kara spojrzała w głąb zaułka. Wydłużone, powykrzywiane cienie majaczące pomiędzy rurami i pokrytymi sadzą ścianami rafinerii zdawały się ich obserwować.
– To tylko cienie, skarbie – powiedziała. – Tylko twoja wyobraźnia.
Ale ona też to czuła. Też to słyszała. Stukot. Brzęk. Syk ściszonego oddechu. Wiedziała, że to tylko klekot starych rur i para wydobywająca się z trzewi miasta, z kopalń wydrążonych głęboko pod powierzchnią tego świata, gdzie silniki nigdy nie przestają dudnić, a wiertła wciąż zanurzają się coraz głębiej i głębiej.
Kara wciąż szła przed siebie, trzymając dzieci za ręce. Po prawej jej syn, odważny i cichy siedmiolatek; po lewej córka, zaledwie trzyletnia, niemal zbyt mała, by za nimi nadążyć; a w brzuchu jej trzecie dziecko, wciąż tak maleńkie, wywołujące w niej mdłości i poczucie winy. Jak mogła sprowadzać kolejne niemowlę na ten świat, na Corpus, tę nędzną kolonię górniczą oddaloną o tak wiele lat świetlnych od Ziemi? Jak mogła skazywać je na życie w świecie, gdzie niebo krwawi, każdy kąt spowijają cienie i nigdy nie widać gwiazd ani słońca?
Kara nie chciała się tu przeprowadzać. Tęskniła za Ziemią. Ledwie pamiętała drzewa, fale i błękitne niebo, ale i tak tęskniła. Sprowadził ich tu jej mąż, górnik. Był twardym człowiekiem, przytłoczonym wspomnieniami ubóstwa i przekonanym, że jego zachłanność ma się przysłużyć wyłącznie jego rodzinie, nigdy jemu samemu. Wierzył, że jeśli tylko dokopie się dość głęboko i wydobędzie wystarczająco dużo eterytu – cennego surowca kryjącego się tu pośród mroku – wzbogacą się na tyle, aby powrócić na Ziemię i resztę swoich dni przeżyć szczęśliwie i dostatnio. Jednak Kara nie dbała o bogactwa. Mogłaby mieszkać choćby w jaskini, byle tylko móc wyjrzeć na zewnątrz i zobaczyć gwiazdy, odetchnąć powietrzem nieprzesiąkniętym smrodem spalin, przytulić się do męża, który nie byłby wysmarowany brudem i sadzą.
„A jednak przyleciałam tu razem z nim – myślała, krocząc labiryntem uliczek górniczej kolonii. – Przyleciałam, żeby nasza rodzina się nie rozpadła, ale teraz sama jestem w rozsypce”.
– Mamusiu – odezwała się jej córka. – Mamusiu, to coś się zbliża.
– Nic tam nie ma! – odparła Kara zbyt głośno, zbyt surowo.
Dziewczynka zaczęła płakać, jednak Kara nie miała odwagi się zatrzymać, aby ją pocieszyć. Szła wciąż naprzód, jeszcze szybciej, ściskając dłonie swoich dzieci, coraz bardziej zagłębiając się w miasto. Światła wokół zamigotały, po czym zgasły. Uliczne latarnie, jasno oświetlone okna, neony – wszystkie wyzionęły ducha. Świat zatonął w mroku. Gazowy olbrzym w górze przybrał intensywniejszy odcień czerwieni, roztaczając nad kolonią krwawą poświatę. Miasto zdawało się kurczyć i wyglądało, jakby szkarłatny baldachim miał lada moment je pochłonąć.
– Mamusiu – zakwilił jej syn.
– To tylko znowu nie ma prądu – odparła, idąc przed siebie. – Tak, jak w zeszłym tygodniu.
Ostatnio zdawało się, że co tydzień światła na Corpusie migotały i gasły. Kara w rozmowie z mężem wspomniała, jaka to ironia losu, że górnicy wydobywający eteryt, najcenniejsze źródło energii w całym kosmosie, tak często nie mają prądu. Roześmiał się i powiedział, że szewc najczęściej chodzi bez butów. Nie będzie mu do śmiechu, kiedy Kara znów się z nim zobaczy. Zażąda, żeby opuścili Corpus, wrócili na Ziemię i zapomnieli o tym księżycu, tym kawałku skały, tym piekle, w którym światła wciąż gasną, niebo krwawi, a w cieniach przemykają jakieś stworzenia.
– Mamusiu, to coś jest za nami! – Córka mocniej ścisnęła ją za rękę. – Mamusiu, patrzy na mnie.
– Nic tam… – zaczęła Kara, odwracając się, i nagle umilkła.
Za nią, w cieniu. Para białych ślepi. Wpatrywały się w nią przez chwilę, po czym rozpłynęły w ciemności.
Jakaś istota skryta w mroku.
Kara energicznie potrząsnęła głową, odpędzając od siebie wspomnienie opowieści, które górnicy opowiadali nocami swoim żonom.
Obserwują nas. Śledzą. Przyglądają się.
Wtedy, pośród cieni… Syk. Tupot. Stuk. Stuk. Stuk.
Kara odwróciła się i sztywnym krokiem podjęła marsz, trzymając dzieci za ręce. Szły obok w milczeniu, przyspieszając kroku. Za ich plecami wciąż słychać było stukot i zgrzytanie, jakby wiele stóp skrobało o kamień, i ten syk. Kara nie miała odwagi się odwrócić ani puścić biegiem, aby stworzenie nie zorientowało się, że zostało zauważone.
Śledzi nas.
Nie. Bzdury! To wszystko wymysły. Legendy. Straszne historie.
Ale Kara czuła zapach tego stworzenia. Boże, jak ono cuchnęło. To nie był smród sadzy, popiołu ani dymu, tylko organiczna woń rozkładu, przywodząca na myśl dżdżownice po deszczu i sączącą się ropę.
– Chcę do domu – wyszeptała jej córka. – Proszę.
Ale gdzie był ich dom? Kara nie umiała znaleźć drogi. Choć spędziła już trzy lata na tym odległym świecie, wciąż gubiła się w labiryncie uliczek, a w ciemności straciła wszelką zdolność orientacji. Przyspieszyła kroku, próbując odnaleźć znajomą ścieżkę albo jakiś punkt orientacyjny, ale poszarpane krawędzie budynków wszędzie wyglądały tak samo, a na ulicach nie było widać żywej duszy. Miasto liczyło sobie dwadzieścia tysięcy mieszkańców, ale ci przemykali tylko w oddali jak cienie, otuleni płaszczami, i kryli się w domach, czekając, aż wróci prąd, a z nim ciepło i światło. Muzyka. Elektroniczne urządzenia, pozwalające zająć czymś myśli. Kolory i dźwięki, które pomagały stłumić strach.
Kara zaczęła biec. Stukot za nią przybrał na sile, a potem zobaczyła w górze ślepia – przyglądały jej się z dachu, po czym znowu zniknęły. Tupanie rozbrzmiewało teraz bliżej. Nie mogła złapać tchu. Załomotała w drzwi, błagając kryjącą się w czarnym domu osobę, kimkolwiek była, aby wpuściła ją do środka, ale jej prośby pozostały bez odpowiedzi. Pobiegła dalej, jednak znajdowała się w dzielnicy emigrantów, pracowników, którzy przybyli tu bez rodzin i obecnie wszyscy przebywali pod ziemią, kopiąc w poszukiwaniu eterytu, drążąc zbyt głęboko, budząc to, co kryło się w czeluściach.
Biegła, a stworzenie podążało za nią, skacząc od budynku do budynku niczym pasmo mroku w szkarłacie nocy. Szpony ryły metal i kamień, drapiąc je i dziurawiąc. Spojrzenie białych ślepi podążało za nią. Stwór syczał, ślinił się, wołał ją.
Chodź do mnie, Kara.
Przyjdź do mnie tak, jak przyszłaś do niego.
Bądź z nami.
Bądź nami.
Daj nam.
Kara biegła ze łzami w oczach, ciągnąc za sobą dzieci, i wiedziała, że ten mroczny bóg pragnął ich, chciał ofiary, tak, jak Bóg Ziemi, który zażądał, aby złożyć mu w ofierze Izaaka na szczycie góry. Ona jednak nie wypełni woli tego pradawnego bóstwa kopalń. Oprze mu się. Ucieknie. Załomotała w kolejne drzwi, bezskutecznie błagając, aby wpuszczono ją do środka. Pobiegła w stronę mężczyzny, którego ujrzała pośród cieni, on jednak uciekł. Wokół była tylko ciemność i labirynt krętych uliczek. Nad nią zwieszały się rury, z których kapała woda – nie, krew. Niebo wciąż jak okiem sięgnąć burzyło się, zatapiając ją w krwawym wirze, a stworzenie zanosiło się śmiechem brzmiącym jak zardzewiałe wiertła z trzaskiem kruszące kamień.
Trzaski. Kamień. Ciemność.
Wszyscy byli pod ziemią. Jej mąż. Pozostali mężczyźni. Kilka innych kobiet na tyle głupich, aby tutaj przybyć. Wszyscy przedzierali się przez mrok, z dala od nieba, w poszukiwaniu surowca, piachu, pyłu, cennych niebieskich kryształów o tysiącu nazw, skarbu, który pozwolił ludzkości wyruszyć do gwiazd. Tutaj jednak gwiazd nie było. Nigdy nie powinni byli tu przylecieć, do tego cuchnącego, żelaznego ula, w którym nocami coś wychodziło na łowy.
Pod ziemią.
Syk.
Skrobanie.
Kara…
– Mamusiu!
– Pod ziemią – wyszeptała.
Zobaczyła przed sobą łuk bramy prowadzącej do tunelu, do kopalń, do górników, w głąb tego skalistego globu zawieszonego pod krwistoczerwoną planetą. Kara wraz z dziećmi puściła się biegiem i zanurkowała w ciemność. Słyszała kroki licznych stóp podążającego za nią cienia, szpony drapiące o kamień. Syk stawał się coraz głośniejszy, smród przybierał na sile. W tunelu migotało tylko kilka rozrzuconych z rzadka lamp, napędzanych zapasowym generatorem, które mrugały i bzyczały niczym chmara owadów. W górze wiły się rury, w dole biegły szyny. Kara gnała przed siebie razem z dziećmi, tutaj też natrafiając na labirynt przejść, węższych, ciemniejszych, bijących chłodem. Pod ziemią było tak zimno.
– Hej! – zawołała, a jej krzyk poniósł się echem przez tunele i powrócił, drwiąc z niej, śmiejąc jej się w twarz. Odpowiedział mu tysiąc syczących głosów. Były wszędzie. Było ich tu pełno.
Kara odwróciła się gwałtownie i wtedy go zobaczyła. Stwór zbliżał się do niej tunelem, a jego długie, pokryte szponami ciało unosiło się niczym kobra gotowa do ataku. Mówił do niej w myślach.
Kara. Kara… Daj je nam… Wielb nas… Złóż je w ofierze na naszą chwałę…
Odwróciła się i pobiegła przed siebie w poszukiwaniu męża. Tunel rozgałęział się, więc wybrała odnogę na chybił trafił, potem kolejną, a wszystkie korytarze wiły się i niebawem stały się tak wąskie, że ledwie była w stanie się poruszać. Ściskała dłonie dzieci, które z płaczem biegły u jej boku. Zgubili się. Zmylili drogę w ciemności. Byli tu uwięzieni. To nie były ścieżki przeznaczone dla górników; musiała skręcić w złą stronę. Popełniła błąd. Nie powinna była nigdy postawić tu stopy – w tej kopalni, na tym księżycu, pośród tego koszmaru. Palące łzy popłynęły jej po policzkach. Zawołała raz jeszcze, o pomoc, o łaskę, ale echo jej głosu odpowiedziało jedynie drwiącym śmiechem. Upadła na kolana.
Dzieci przytuliły się do niej.
Wszędzie wokół niej wznosiły się rury, maszyny i silniki. Dotarła do maszynowni, podziemnego miasta, którego kręte wieże wznosiły się ku kamiennemu sklepieniu niczym ogromne stalagmity z metalu, buchając kłębami pary i siarki, a od bulgoczących kotłów bił niezdrowy, złoty blask. Znajdowała się w wysokiej, zagraconej hali, przypominającej grobowiec jakiegoś starożytnego władcy wydrążony we wnętrzu góry. Teraz będzie to jej grobowiec.
Stworzenie pełzło poprzez cienie, wyciągając ku niej szpony – tak wiele szponów, całe rzędy. Kara odsunęła się, tuląc do siebie zapłakane dzieci.
– Kara?
Zbliżyło się do niej światło, a wraz z nim jakiś cień.
Kara zamrugała i odetchnęła z ulgą.
– Tom!
Jej mąż podszedł bliżej, marszcząc brwi. Światło pochodziło z latarki przymocowanej do jego kasku. Szeroką twarz i szorstkie dłonie pokryte miał sadzą. Zbliżył się pospiesznie, odganiając cienie.
Kara obejrzała się na stworzenie.
Zniknęło.
Jeszcze raz odetchnęła z ulgą.
– To tylko sen – wymamrotała. – Tylko moja wyobraźnia.
Mąż wpatrywał się w nią ze zmarszczonymi brwiami.
– Kara, nic ci nie jest? Co się stało?
Wstała, a syn wyrwał się z jej uścisku i pobiegł w stronę ojca.
– Tatusiu! – Rzucił się w objęcia górnika. – Tam był potwór.
Tom uśmiechnął się i wziął chłopca w swoje silne ramiona.
– Tata już tu jest. Przegonił potwora i…
Szpon z mdlącym trzaskiem przebił pierś Toma na wylot.
Kara krzyknęła.
Chłopiec wypadł z objęć ojca, a szpony pochwyciły go i rozszarpały, zrywając mięso z kości i z trzaskiem otwierając klatkę piersiową, po czym zawlekły ojca i syna w ciemność, aby ich pożreć. W tej samej chwili wrócił prąd i silniki obudziły się do życia, brzęcząc, szczękając, buchając oparami i z chrzęstem metalu krusząc kamień.
– Tatusiu! – krzyknęła ich córka, wyciągając rękę w stronę ojca, ale Kara złapała ją, zatkała jej usta dłonią i zerwała się do biegu.
„Nie żyją. – Płakała. – Nie żyją. Nie żyją. Ale moja córka żyje. Dziecko w moim brzuchu żyje. Ja żyję. Musimy przetrwać. Musimy przetrwać”.
Podczas gdy stworzenie się pożywiało, Kara zaciągnęła córkę pomiędzy rury, za silnik, gdzie przywarła do ściany, dygocząc i szlochając. Jej syn martwy, przenikliwy chłód w sercu, jej syn wydarty, rozszarpany, jej mąż martwy, rozczłonkowany, pożarty. Wciąż słyszała te dźwięki – rozrywane ciało, łamane kości, mlaskanie. Wciąż czuła ten smród. Obrazy wciąż raz za razem przewijały się jej przed oczami. Jej mąż. Jej syn. Martwi. Martwi. W kawałkach. Utraceni. To nie mogło się dziać naprawdę. To musiał być zły sen, jeden z tych koszmarów, w których błądziła w labiryncie, błądziła w swoim życiu, szukając wyjścia. Niedługo obudzi się we własnym łóżku, w przesiąkniętej potem pościeli, rozgrzana mimo panującego w pokoju zimna, rozpaczliwie łapiąc powietrze. Niedługo obróci się i zastanie u swego boku męża, a syn wskoczy im do łóżka.
Szpony znów zachrobotały.
Słyszała, jak się zbliża, parskając, oblizując się, mieląc językiem. Cienie tańczyły.
– Ka…ra…
Nie była pewna, czy słyszy jego głos w swojej głowie, czy stworzenie naprawdę mówi, czy to tylko wyobraźnia płata jej figle. Przylgnęła do ściany, skryta za rurami i pracującymi silnikami. Wciąż słyszała jego oddech. Słyszała, jak węszy. Węszy za nią.
– Ka…ra…
Zbliżał się. Zbliżał. Ociekał krwią. Zobaczyła pod rurami jego odnóża, parę za parą, poruszające się w jednym rytmie; ogromna stonoga, obcy, bóg. Rozpoznała go. Nazywali je scolopendra titania. Nazywali je wijcami. Jeden z roju, jeden z tych, którzy pięćdziesiąt lat temu doprowadzili Ziemię do ruiny, którzy czaili się w cieniu i żądali ludzkiego mięsa na pożarcie, którzy odebrali jej męża. Odebrali jej syna.
– Mamu… – zaczęła jej córka, a stworzenie gwałtownie obróciło się w ich stronę. Kara zasłoniła dłonią usta dziewczynki, uciszając ją. Trzymała dziecko w objęciach, niemal je miażdżąc.
Stworzenie zbliżyło się i nachyliło w dół. Pod rury wsunęły się podobne do drutu czułki, macając i węsząc. Słyszała jego głos w swojej głowie.
Gdzie jesteś, Kara? Gdzie jesteś, mój słodki kawałku mięska?
Skuliła się. Córka wierciła się i rzucała, krzycząc w jej dłoń, ale Kara trzymała mocno, zatykając dziewczynce usta, aby ją uciszyć, dusząc, nie pozwalając zaczerpnąć tchu.
„Nie krzycz. Nie krzycz. Nie oddychaj. Bądź cicho. Nie płacz. Nie jęcz. Nawet nie oddychaj. Nie krzycz”.
Stworzenie zaczęło się oddalać w stronę innego silnika, a Kara zadrżała, ale nie wypuściła córki z uścisku, wciąż zasłaniając jej usta dłonią.
„Bądź cicho. Nie krzycz. Nie jęcz. Cicho, sza”.
Stworzenie oddaliło się, rozmazując za sobą krew jej syna.
Córka wierzgała, usiłując się uwolnić.
„Nie krzycz.
Bądź cicho.
Nawet nie oddychaj”.
Z wolna dziewczynka opadała z sił. Z wolna przestała się rzucać i zwiotczała, ale Kara wciąż trzymała ją mocno, zasłaniając jej usta, aby była cicho.
Stworzenie odeszło.
Wokół nich oddychała ciemność.
Znów zabrakło prądu, światła zgasły, silniki zamarły. W mrocznej otchłani migotało tylko jedno światełko – porzucona latarka jej męża, niczym samotna gwiazda na nocnym niebie.
Kara położyła córkę na ziemi, nieruchomą, cichą, złożoną w ofierze.
– Córeczko? – wyszeptała. Potrząsnęła nią. Dziewczynka leżała bez ruchu, wpatrując się w ciemność pełnym wyrzutu spojrzeniem szeroko otwartych oczu.
Kara zawyła.
Jej pełen żalu skowyt wypełnił otchłań i poniósł się echem przez kopalnię, rozbrzmiewając w ciemności, słyszalny dla każdego.
Stworzenie w jednej chwili odwróciło się i pognało w jej stronę na szponiastych odnóżach, dając susa naprzód. Potężna czarna skolopendra uniosła się przed nią. Była od niej dwa razy wyższa i miała trzydzieści sześć odnóży zakończonych ociekającymi jadem szponami. Bóg. Runęła w dół tak szybko, że Kara ledwie była w stanie dostrzec, jak się porusza. Pochwyciła jej córkę i żarłocznie wessała ciało do gardła, drżąc z rozkoszy.
Złożona w ofierze.
Uciszona.
Skowyt. Skowyt. Nie krzycz. Nawet nie oddychaj.
Kara skuliła się pod ścianą, gotowa do nich dołączyć, wypełnić brzuch bestii jak dziecko, które nosiła w sobie. Położyła dłonie na brzuchu i poczuła, jak chłopczyk kopie. Łzy popłynęły jej po policzkach.
Obcy zbliżył się i pochylił głowę nad jej nabrzmiałym brzuchem. Jego czułki dźgnęły ją jak igły próbujące pobrać wody płodowe, a żuwaczki otwarły się i zamknęły. Stworzenie zdawało się węszyć, oddychając głęboko. Głowę miało większą niż ona, nachyloną, pozbawioną oczu, i myślało. Nieustannie myślało.
Spojrzało na nią.
Ka…ra… bę…dziesz… na…mi…
Pełznąc, okrążyło ją i zwinęło się, oplatając ją niczym pyton. Nie przebiło jej szponami. Obchodziło się z nią delikatnie. Wzięło ją w objęcia i uniosło daleko od tego miejsca cuchnącego śmiercią, w głąb labiryntu, w głąb swojego terytorium. Uniosło ją w ciemność. Uniosło ją do domu.
"Drwal. Miłość, która narodziła się z natury"~ K.N.HANER

"Drwal. Miłość, która narodziła się z natury"~ K.N.HANER



Czasami sami nie wiemy, jak bardzo nam czegoś brakuje, dopóki tego nie zasmakujemy.


PREMIERA: 15.05.2019r. zamawiając na empik.com wysyłka przed premierą!

Zmysłowa, romantyczna, subtelna... Królowa Dramatów w nowym wydaniu!
Jason Parker, zraniony wydarzeniami z przeszłości, kilka lat temu porzucił wygodne życie w Cleveland i zamieszkał w drewnianym domu pośrodku lasu, z dala od ludzi. Obiecał sobie, że nigdy więcej nie pokocha. W swoim azylu tworzy rzeźby, wyrażając w nich emocje, które nie do końca rozumie. Zdolny artysta zdobywa coraz większą popularność, ale konsekwentnie odmawia kontaktów z mediami.

Samantha Crow ma w życiu konkretny cel. Przebojowa i śmiała dziewczyna chce zostać dziennikarką, choć w głębi duszy pragnie zupełnie czegoś innego. Pewnego dnia dopina swego i namierza pracownię Jasona. Pod pretekstem wywiadu odważa się odwiedzić tajemniczego "Drwala".

To spotkanie, które nieoczekiwanie na dobrych kilka dni uziemia Jasona i Sam w leśnej samotni, sprawia, że zamknięty i skryty mężczyzna otwiera się przed, na pozór beztroską, kobietą. Choć oboje mają wiele tajemnic i nie potrafią odnaleźć właściwej ścieżki, to tylko oni mogą sobie wzajemnie pomóc. Czasami jednak prawdziwe uczucie to za mało, by przegonić demony przeszłości.

Las. Deszcz. Miłość, która narodziła się z natury.

__________________
Ach, co to była za książka... już w PROLOGU dostałam dawkę emocji i tak wiele pytań zaczynało się tlić w mojej głowie. Pierwsze z nich to, to czy Sam zginęła? Jak doszło do pożaru?
Do końca książki czekałam na odpowiedź. Ale zacznijmy od początku... Poznajemy Jasona Parkera jako osobę samotną, mieszkającą w lesie u boku dwóch dorosłych husky  i sześciu małych psiaków, przy których czuł się bezpiecznie. 

Lubiłem swoją samotnie, bo czułem, że to jedyne miejsce na całym świecie, w którym mogę być sobą. W którym nikt mnie nie ocenia. Nikt mi nie przeszkadza. W którym byłem ja, moje myśli, moje problemy. Moja przeszłość i przyszłość, którą niepewnie, ale małymi krokami budowałem.

W I rozdziale poznajemy Samanthę - dziennikarkę, która chciała przeprowadzić wywiad z Jasonem, łatwo się domyśleć, że nie przebiegł ten wywiad pomyślnie. Przy tym spotkaniu śmiałam się sama do siebie, bo Sam bała się psów na domiar złego: "Kobieta ugrzęzła obcasem w ziemi i poleciała do przodu. Zdążyła krzyknąć, i to była jej jedyna reakcja obronna." i wtedy psiaki podbiegły i zaczęły po niej skakać i ją lizać. Wyobraziłam sobie tą sytuacje i bardzoo mnie to rozbawiło. W kolejnych rozdziałach poznajemy lepiej Sam i Jasona,  dwoje zagubionych ludzi. Oboje pragną tego samego, jednak nie do końca potrafią się do tego przyznać.

Bo człowiek bez miłości zapomina o tym, co jest w życiu najważniejsze. Można się bać miłości, można jej unikać, ignorować ją i uciekać przed nią, ale ona w końcu i tak nas dopadnie. I tylko od naszego podejścia zależy, czy wykorzystamy tę jedną jedyną szansę na to, by odnaleźć z kimś nasze szczęście.

"Drwal" to niezwykła historia o sile miłości, która rodzi się niespodziewanie i która ma wiele do przejścia, bo przeszłość nie minęła lecz trwa nadal. Książka pokazała mi, że czasami za bardzo dążymy do celu nie zważając na pewne konsekwencje lub też robimy to nieświadomie, odtrącamy się od wszystkich ludzi, a nie tylko tych, którzy nas zranili. Tak jak zrobił to Jason, opuszczając rodziców, nie utrzymując z nimi kontaktu. Dopiero później naprawia tą relacje. Ale czy nie jest za późno na odzyskanie tych straconych chwil? Czy człowiek zastraszany odnajdzie siłę do walki o własne dobro? K.N.Haner w swojej nowej powieści porusza ważny temat przemocy fizycznej i psychicznej. Jest to dość istotne, bo tak jak  Sam miała z nią styczność tak wiele kobiet tego doznaje i czasami nie robią z tym nic. Boją się, są zastraszane i samotne.  Taka osoba bez kogoś komu ufa nie podejmie walki, będzie w tym tkwiła, dlatego tak ważna jest relacja z drugą osobą, która będzie twoim aniołem. 

-Życie jest za krótkie, by bać się zmian i podejmowania decyzji. Zawsze przecież można zmienić zdanie. 
- Ale ludzie nie lubią przyznawać się do błędów. Będą szli w zaparte, ale nie powiedzą, że podjęli nieodpowiednią decyzję



Dziękuję za możliwość przeczytania tej wartościowej historii K.N.Haner oraz wydawnictwu editiored 😊

"Ilias"~~Małgorzata Falkowska

"Ilias"~~Małgorzata Falkowska

Kiedy byłem przy niej, stawałem się zupełnie innym człowiekiem. Delikatnym, wrażliwym, a nawet czułym. Przy niej byłem popierdoloną wersją Iliasa, której chciałem się wyzbyć. Za bardzo przypominała mi ona o Mado. O jedynej dziewczynie, której skłonny byłem oddać całe swoje serce, tylko po to, by zmiażdżyła je w swej dłoni, wypuszczając z niej drobne kawałki, których nie da się już posklejać.


Gorący romans na jednej z greckich wysp.
Miłość nie szuka podobieństw, wystarczy jej wzajemne przyciąganie!
Gabi ma dziewiętnaście lat, niedawno zdała maturę. Równocześnie z egzaminami maturalnymi zakończyła się jej znajomość z Markiem — dwuletni związek, w którym pokładała nadzieje. By nie myśleć o niepowodzeniu, prosi ciotkę pracującą w biurze podróży o pomoc w znalezieniu zajęcia z dala od domu. Kobieta proponuje Gabi pracę animatora w jednym z hoteli na wyspie Kos. To właśnie tam dziewczyna poznaje Iliasa, który w ramach kary musi pierwszy raz w życiu pracować. Jednak jako syn właściciela hotelu postanawia się nie przemęczać — żyć beztrosko, jak dotychczas, i wciąż szukać seksualnych wrażeń. Mimo niechęci do pracy zgadza się pomóc Gabi — i skrada jej serce. Przemilcza tylko kilka tajemnic. Tymczasem przeszłość obojga nie da o sobie zapomnieć.
Jak skończy się historia, której bohaterowie rzucili na szalę miłość i kłamstwo?




______________

Główną bohaterką jest Gabrysia, która niedawno zdała egzamin dojrzałości, myślałam, że teraz już wszystko pójdzie tak jak sobie zaplanowałam z chłopakiem - Markiem. Studia w rodzinnym mieście, jednak on oznajmia jej, że z nimi koniec. Dwuletni związek się rozpad, dla niej jest to mały koniec świata, dla niego niekoniecznie. Dlatego dziewczyna postanawia wyjechać za granicę, do pracy, aby zapomnieć o tym dupku. Dzięki ciotce, która pracuje w biurze podróży wyjeżdża do Kos - grecka wyspa. Będzie pracować jako animatorka.Tak więc Gabrysia wyjeżdża do pracy, tam zapoznaje Iliasa, który pierwszy raz w życiu pracuje u ojca. Chłopaka uzależnionego od kobiet i seksu. Ilias jest podobny do Marka, dlatego dla Gabi jest już po części skreślony.  Bo przecież wyjechała by zapomnieć, wyleczyć swe serce.  Jednak on jest typem, który zalicza wszystkie dziewczyny, a Gabi jest kolejna i myśli, że Ona się mu nie oprze jak każda do tej pory. I tu się mylił, bo to on zabiega o jej względy, pewnego dnia czuje, że to coś innego. Coś poważniejszego. 



Ta znajomość nie mogła przecież skończyć się happy endem. Ja nie była do nich stworzona. Grałam raczej królową dramy. I to nie ja ją stworzyłam, co ciekawe, ale ja nią żyłam. Płakałam, zadawałam w myślach setki pytań i cierpiałam. Obiecywałam, że nigdy nie spojrzę na żadnego faceta i wtedy pojawił się Ilias. Człowiek, który burzył wszystko, nad czym pracowałam przez ostatnie tygodnie. Człowiek, który całował mnie z zaskoczenia, nie zapytawszy nawet o zdanie. Tak bardzo go za to nienawidziłam!

Niby nic nas nie łączyło, ale ja czułem się w jej towarzystwie jakoś inaczej. Pragnęłam jej, jednak tortury, jakie mi zadawała swoją obojętnością, sprawiły, że darzyłem ją wyjątkowym szacunkiem. Patrzyłem na nią zdecydowanie inaczej niż pierwszego dnia, kiedy się spotkaliśmy

Reasumując było to moje pierwsze spotkanie z Panią Małgorzatą Falkowską, nie było to idealne spotkanie. Warto zauważyć, że Gabi wchodzi w okres dorosłego życia, gdzie wybory już stają się trudniejsze, miłość czymś poważniejszym niż tylko chwila ulotną. I nie wszystko układa się tak jak to sobie zaplanowaliśmy. Mi osobiście książka nie przypadła do gustu, była trochę zbyt przewidywalna, ALE zakończenia takiego jednak się nie spodziewałam.  Jeśli chcesz przenieść się na ciepłą wyspę to jak najbardziej proponuje Iliasa, ale jeśli chcesz gorącego romansu to już nie koniecznie 😕
Copyright © 2014 Chwile,które trwają , Blogger