Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ZAPOWIEDŹ :). Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ZAPOWIEDŹ :). Pokaż wszystkie posty
#bestselleryempiku2021

#bestselleryempiku2021

 Hej, hej 😉

Miałam 'jutro' dać więcej znać na temat #bestselleryempiku2021 i tak się składa, że zapomniałam 🙈 Ale już spiesze z pomocą! Gala odbędzie się 15 lutego, poniżej przedstawiam wykonawców.  A tutaj możesz dołączyć do wydarzenia na feceebok'u:  bestselleryempiku2021

Ps. Twój ulubieniec/ulubienica too...?










Podsumowanie artystów obok 👈

#Galabestselleryempiku2021

#Galabestselleryempiku2021

Słyszałaś o wydarzeniu #galabestselleryempiku2021? 
Dziś pokaże Wam Jury poszczególnych kategorii, a jutro będzie więcej o wydarzeniu ;)

Odkrywamy przed Wami wyjątkowe jury Odkryć Empiku w kategorii Muzyka, Literatura oraz Film!



 ps. Będziesz oglądać? 

"Zbawiciel" ~ Leszek Herman (Zapowiedź)

"Zbawiciel" ~ Leszek Herman (Zapowiedź)


Co łączy obraz Leonarda da Vinci z atakami bombowymi w Szczecinie? Jakie sekrety skrywają miejskie piwnice? Kim jest i czego chce tajemniczy terrorysta podpisujący się jako Heiland der Welt?

Wydawnictwo Muza S.A.
Stron: 608
Premiera: 14.10.2020r.

Jest lipiec. Na Łasztowni – wielkiej wyspie położonej naprzeciwko Starego Miasta w Szczecinie — rozpoczynają się prace przy odbudowie zniszczonych w czasie wojny renesansowych spichlerzy. Prace idą zgodnie z planem, aż do chwili kiedy pracownicy natrafiają na dziwne, zalane betonem piwnice...

Kilka dni później, w katedrze, podczas koncertu muzyki organowej ma miejsce dziwne wydarzenie. Przymocowany pod sklepieniem ładunek rozrywa umieszczoną tam torbę pełną kolorowych płatków kwiatów. Media traktują to wydarzenie jako żart albo happening jakiejś proekologicznej grupy. Szczególnie ta druga teoria zyskuje zwolenników, kiedy trzy dni później media otrzymują wiadomość. W mailu znajdują się groźby pod adresem deweloperów oraz dziwny szyfr. List kończy się słowami: „Macie dwa dni, a potem czternaście”. Podpis pod listem brzmi: Heiland der Welt.

Tymczasem w redakcji „Dziennika Szczecińskiego” dochodzi do rozłamu na tle oceny ostatnich wydarzeń. Faworyzowana przez nową redaktorkę naczelną dziennikarka Urszula bagatelizuje sytuację. Paulina i Piotr postanawiają wziąć sprawy w swoje ręce i przeprowadzić własne śledztwo. W rozwiązaniu tajemniczego szyfru pomaga im przyjaciel – architekt Igor. Kiedy tydzień później dochodzi do następnego ataku, okazuje się, że sytuacja jest poważniejsza, niż mogli przypuszczać...


Misternie skonstruowana fabuła, nietuzinkowi bohaterowie oraz zagadkowa misja z barwną historią miasta w tle!


Powyższy opis pochodzi od wydawcy.

"DEMONY DOMINIKI" ~ Łukasz Piotrowski

"DEMONY DOMINIKI" ~ Łukasz Piotrowski

"DEMONY DOMINIKI"
~ Łukasz Piotrowski

Wydawnictwo AlterNatywne
Stron: 154
Premiera: 17.04.2020 r.












Już za dwa dni premiera książki Łukasza Piotrowskiego. Dziś przychodzę do Ciebie z zapowiedzią książki, która wydaje się być bardzo ciekawa. Jest z gatunku horroru psychologicznego. Poniżej opis  w formie  okładkowej 👇


Dodatkowo książka ma swój fanpage na FB KLIK
"Oświecony" ~ Łukasz Mularski (Zapowiedź)

"Oświecony" ~ Łukasz Mularski (Zapowiedź)

"Oświecony"
~ Łukasz Mularski

Wydawnictwo Nowoczesne
Stron: 184
Premiera: 10.07.2019r.


Cześć Wam ;) 

Dziś będzie krótko, bo tylko Wam przedstawię opis książki, która do mnie wczoraj przyszła. Pewnie spędzę z nią popołudnie, a w poniedziałek wrócę i trochę o niej opowiem.. 

P.s Z jaką książką wchodzisz w weekend?
Trzymajcie opis książki. ;) 👇


Pierwsze miłosne zauroczenia bohatera przeplatają się z wyuzdaną namiętnością, dbałość o tężyznę fizyczną z rozwojem duchowym, a świeżo rozbudzona fascynacja literaturą z odkrywaniem tajników jogi. W tym chaosie jest jednak porządek, w pozornych sprzecznościach kryje się harmonia.
Towarzyszymy Mikołajowi, kiedy z młodego chłopaka przeistacza się w dojrzałego mężczyznę. Ile błędów musi popełnić i jak daleką drogę przejść, aby odnaleźć siebie? Z pewnością nie będzie to łatwa podróż, tym bardziej że jego ukochana skrywa przed nim tajemnicę, a on będzie musiał dokonać trudnych wyborów, starając się pogodzić budowanie własnego biznesu ze stawianiem pierwszych kroków w roli pisarza, zaś w całą historię wmieszają się iluminaci...

Razem z tytułowym oświeconym przespacerujemy się po urokliwych uliczkach Krakowa, odwiedzimy egzotyczne Indie i spróbujemy uciec od kłopotów do Niemiec. Czy chłopak będzie potrafił zdecydować, co jest dla niego najważniejsze - miłość, kariera, a może przygoda?


Miłego dnia,
Martyna 💋
"Był sobie pies 2" - W. Bruce Cameron (ZAPOWIEDŹ)

"Był sobie pies 2" - W. Bruce Cameron (ZAPOWIEDŹ)

Bohater bestsellera Był sobie pies powraca! Bailey ma nową misję – musi pomóc dorastającej wnuczce Ethana odnaleźć prawdziwą miłość i zrealizować marzenia. Czasami będzie musiał odejść, by zaraz znów powrócić jako inny psi przyjaciel. Bo jedno wie na pewno: życie jest na tyle pomerdane, że zawsze warto trzymać się razem.


Wszystkie psy doskonale wiedzą, że życie ma sens tylko u boku ukochanego człowieka
 Bailey – bohater bestsellera Był sobie pies – powraca z nową misją!
Mała Clarity June opuszcza ukochaną babcię oraz jej psa i wyjeżdża z matką do wielkiego miasta. Psiak przeżył już wiele wcieleń i sporo się o ludziach nauczył. Miał różne imiona: Bailey, Toby, Ellie, Koleżka…
Tym razem powraca, aby wypełnić nowe zadanie. Spotyka dorastającą Clarity, wnuczkę ukochanego przyjaciela Ethana. Dziewczynka ma talent do pakowania się w kłopoty, więc Bailey w swoim nowym wcieleniu musi jej strzec i zrobić wszystko, żeby była szczęśliwa. Razem czeka ich mnóstwo przygód pełnych wzruszeń i radości!
Ten oddany i kochany pies pomoże swojej pani zrealizować jej marzenia i odnaleźć prawdziwą miłość. Czasami będzie musiał odejść, by zaraz znów powrócić jako inny czworonożny przyjaciel. Jednak nie zamierza się poddawać – musi być dzielnym psem! Jedno wie na pewno: życie jest na tyle pomerdane, że zawsze warto trzymać się razem.
Oto zabawna i wzruszająca opowieść o przyjaźni, oddaniu i poświęceniu, która wielokrotnie cię zaskoczy. Odkryj świat widziany oczami psa i przekonaj się, że psia miłość jest wieczna!


Zapowiedź Augusty Docher -Rozdroża

Zapowiedź Augusty Docher -Rozdroża

Już 14 sierpnia będzie miała premierę
najnowsza książka Augusty Docher -Rozdroża, pierwsza część cyklu „Z klasyką w łóżku”



Z klas(yk)ą w łóżku. Rozdroża na motywach "Dziwnych losów Jane Eyre" Charlotte Brontë

Pierwsza polska seria fanfiction oparta na klasyce romansu!

Jane Eye po stracie przyjaciółki pragnie rozpocząć nowe życie. Opuszcza Nowy Jork, by przenieść się do angielskiego majątku Thornfield Hall, miejsca, w którym czas się zatrzymał. Ma tam sprawować opiekę nad córką sir Edwarda Fairfaxa Rochestera, właściciela dworu. Dzięki swojemu oddaniu zyskuje sympatię małej Adelki, a bezkompromisowym podejściem do obowiązków budzi jednocześnie irytację i szczery podziw Rochestera. Mimo trudnych początków - wbrew woli Edwarda i rozsądkowi Jane -między bohaterami rodzi się coś więcej...

Ponadczasowa opowieść w nowej odsłonie - o tym, jak samotność łączy pozornie różnych od siebie ludzi, a szaleństwo zmieszane z pożądaniem prowadzi do tragedii. Czy ta historia ma szansę na szczęśliwe zakończenie?

Pierwsza część cyklu Z klas(yk)ą w łóżku to fanfic na motywach najbardziej znanej powieści jednej z sióstr Brontoe. Czy można tu mówić o profanacji? Oczywiście! Herezji? Bez wątpienia! Bezczelności? Jak najbardziej! Pozwól sobie na odrobinę szaleństwa i daj się porwać niepoprawnej guilty pleasure. Wraz z Jane Eye poznaj tajemnice skrywane za grubymi murami Thornfield Hall.

Książka ma 376 stron 
Wydawnictwo Editiored





Powiem Wam, że zaintrygował mnie ten opis i rekomendacje. A Wy się skucie?
PRZYPOMINAJKA PREMIEROWA

PRZYPOMINAJKA PREMIEROWA

Dziś mamy piątuniu a więc zbliżamy się wielkimi krokami do nowego miesiąca, a w lipcu mamy gorące premiery!


Pierwsza z nich to  👇 Swoją premierę ma 3 lipca 



Następna HOT premiera, to II tom "ZBUNTOWANEGO DZIEDZICA"- Premiera 7 Lipca


Mam jeszcze dla Was kolejną propozycję, bo 2 lipca odbędzie się premiera książki Dwa jabłka Adama autorstwa Ewy Podsiadły-Natorskiej, która ukaże się nakładem Wydawnictwa Editio.


Tej Wam jeszcze nie przedstawiałam, dlatego łapcie opis + mały fragment (zajrzyj do książki)💥

Miłość, pożądanie i zdrada oczami mężczyzny, który znalazł się na rozdrożu.

On - wzorowy mąż i ojciec, utrzymujący rodzinę z pracy tłumacza.

One - wzorowa żona i matka oraz jego koleżanka z zamierzchłej przeszłości.

Przypadkowe spotkanie Adama i Diany w ich rodzinnych stronach staje się początkiem erotycznej i psychologicznej gry pomiędzy nimi, w którą wkrótce zostaje wciągnięta również jego żona Lidka. Z pozoru zwykły romans okazuje się niemożliwy do zakończenia, a fascynacji koleżanką z dzieciństwa ulega też żona Adama. Prowadzi to do trudnego, poliamorycznego układu, w którym wszyscy troje będą musieli zweryfikować wszystko, w co do tej pory wierzyli.

W tym menage a trois - gospodarstwie domowym trzech osób - powstaje wzajemna sieć skomplikowanych i dzikich uzależnień, w której będzie się jeszcze musiało znaleźć miejsce dla małego dziecka.


Musiała wiedzieć, że kochał się z Dianą - nawet jeśli nie dzisiaj, to niedawno. Nie była głupia, miała świadomość, co ich połączyło. A składając swoją niemoralną propozycję, wyraziła zgodę, by tego nie przerywali. Miał więc je obie i fakt, że kochał się z jedną i drugą tego samego dnia, nagle stracił znaczenie. Bo obie były ważne. Bo bez obu nie było życia.

Wejdź i zobacz książkę 👇

Opóźnienia, bo sesja depresja wpadła w odwiedziny

Opóźnienia, bo sesja depresja wpadła w odwiedziny

Chyba jeszcze nie miałam takiej ciężkiej sesji, jak w tym roku.  Dlatego narobiło mi się trochę zaległości, ale już jestem na dobrej drodze nadrabiania.  W najbliższym czasie zobaczycie na blogu nowości lipca, ale także z czerwca moje niedociągnięcia, których nie zdołałam się podjąć przed sesją 🙀

Teraz otrzymacie ode mnie opisy książek, które w najbliższym czasie będą miały recenzje na blogu i na instagramie 😍 Przepraszam Was za takie opóźnienia.

"Pewnej zimy nad morzem"~~ Iwona Banach



Senne nadmorskie miasteczko tuż przed Bożym Narodzeniem staje się areną niepokojących wydarzeń. Dwa ciała, które mogą należeć do tej samej ofiary, to dopiero początek… Przystojny policjant Marek rozpoczyna skomplikowane śledztwo. Dzielnie wspiera go w tym urocza Majka. Czy wspólnie uda im się wyjaśnić zagadkę? I czy wśród całego tego zamieszania znajdzie się miejsce na rodzące się uczucie? 
Jeśli macie ochotę na pełną zwrotów akcji opowieść, przeczytajcie, co wydarzyło się pewnej zimy nad morzem…








    "Ziemia w ogniu. Księga 2 serii wschód ziemi" ~~ Daniel Arenson



Nazywamy je wijcami. Przybyły z głębi kosmosu. Nieskończenie okrutne stwory o ostrych szponach, które pustoszą świat.Podczas gdy wojna trwa, a miasta obracają się w gruzy, szeregowy Marco Emery wylatuje w kosmos wraz ze swoim plutonem. Wygrali jedną bitwę na Ziemi; kolejną przyjdzie im stoczyć w ciemności.

Wijce nie spoczną, dopóki nie zginie ostatni z ludzi. Marco i jego przyjaciele muszą je pokonać. Muszą zwyciężyć – w przeciwnym razie Ziemia upadnie.








      "Zbuntowane serce"~~Vi Keeland, Penelope Ward


Piękne lato w Hamptonie i gorący romans wydają się przepisem na idealne wakacje. Wiadomo jednak, że zakochać się w najbardziej nieodpowiednim facecie na ziemi, wytatuowanym twardzielu bez skrupułów, który jest dziedzicem bajecznej fortuny, to prosić się o duże kłopoty. Mądre dziewczyny o tym wiedzą. Gia również wiedziała, mimo to z pełną świadomością wplątała się w skomplikowaną relację, z której trudno wyjść bez ran.

Uczucie, które niespodziewanie narodziło się między nią a Rushem, okazało się czymś mocniejszym od zwykłej letniej miłostki, lecz nie było im dane po prostu cieszyć się swoją miłością. Musieli zmierzyć się z cierpieniem i dokonać trudnych wyborów. Druga część tej historii nie przyniesie cudownego rozwiązania narastających problemów pary. Konsekwencje jednorazowej przygody z Harlanem będą dla dziewczyny dużo poważniejsze niż niespodziewane macierzyństwo. Jak mocny okaże się związek Gii i Rusha?

W Zbuntowanym sercu sprawy znacznie się komplikują. Gia i Rush stoją na rozdrożu. Chociaż się kochają i tęsknią za sobą, pomiędzy nimi wyrasta mur niedopowiedzeń i zawiedzionego zaufania. Tęsknota miesza się z rozpaczą, miłość z gniewem. Każde kolejne wydarzenie zdaje się niweczyć szansę na szczęśliwe zakończenie. Oto jak kosztowna i trudna do odkupienia może być chwila zapomnienia!

Jak sprawić, by znów zwyciężyła miłość?


    "Ring Girl"~~K.N.HANER


Pełna żaru, energetyczna opowieść o miłości w brutalnym świecie boksu.

ONA - córka boksera o międzynarodowej sławie.

ON – pretendent do tytułu Mistrza Świata.

ONA trzyma się jak najdalej od ringu i bokserskiego świata. ON żyje tylko po to, by walczyć i zwyciężać. Przypadek sprawia, że dwójka dawnych znajomych spotyka się ponownie.

Czy odnajdą się w świecie, który oboje równie mocno kochają, co nienawidzą?

Czy tajemnice, które mają przed sobą, nie przeszkodzą im w drodze do szczęścia?



Każdej z tych książek nie mogłam się doczekać! Dlatego myślę, że pójdzie mi sprawnie nadrabianie 😉 A Wy za jakąś książką teraz czekacie? 
Zapowiedź "Ziemia w ogniu. Wschód Ziemi. Tom 2 "~Arenson Daniel

Zapowiedź "Ziemia w ogniu. Wschód Ziemi. Tom 2 "~Arenson Daniel



Ziemia stoi w ogniu.

Nazywamy je wijcami. Przybyły z głębi kosmosu. Nieskończenie okrutne stwory o ostrych szponach, które pustoszą świat. Podczas gdy wojna trwa, a miasta obracają się w gruzy, szeregowy Marco Emery wylatuje w kosmos wraz ze swoim plutonem. Wygrali jedną bitwę na Ziemi; kolejną przyjdzie im stoczyć w ciemności. Wijce nie spoczną, dopóki nie zginie ostatni z ludzi. Marco i jego przyjaciele muszą je pokonać. Muszą zwyciężyć – w przeciwnym razie Ziemia upadnie.


______________
Pamiętacie, że 6 czerwca zeszłego roku miał swoją premierę I tom, tym razem premierą II tomu będzie 12 czerwca. Ja już się nie mogę doczekać, jak się potoczą dalsze losy bohaterów, ale najważniejsza jest walka z wijcami. Nie możecie przegapić tej premiery!

Mam dla Was coś specjalnego - mianowicie I rozdział II tomu.. a więc zapraszam, do krótkiej lektury. Dziś I rozdział, pod koniec tygodnia, będzie II 😀


Ps. Jeśli nie pamiętacie o czym był I tom, odsyłam tutaj 👇

Ps.2: Książka jest już w przedsprzedaży: poniżej link 👇
_________


ROZDZIAŁ PIERWSZY


Coś czai się w ciemnościach. Coś mnie śledzi.
Kara szła przed siebie ulicami Corpus City pod krwawiącym niebem. Niebo zawsze tu krwawiło; zawsze cuchnęło śmiercią. Corpus, ten niegościnny księżyc, krążył po orbicie gazowego olbrzyma, który przesłaniał gwiazdy, pochłaniał nieboskłon, kłębił się, bulgotał i buchał oparami. Cały czerwony, pokryty smugami czerni i żółtymi plamami, wyglądał, jakby zaraz miał ją zmiażdżyć. Ilekroć Kara spoglądała w górę pomiędzy żelaznymi wieżami, kopułami rafinerii i dymiącymi kominami, zdawało jej się, że znajduje się w brzuchu jakiejś bestii, pokrytym od środka ropiejącymi wrzodami.
– Mamusiu – wyszeptał jej syn. – Mamusiu, słyszę to. Za nami. W cieniu. – Chłopiec wskazał palcem. – Widzę to.
Kara spojrzała w głąb zaułka. Wydłużone, powykrzywiane cienie majaczące pomiędzy rurami i pokrytymi sadzą ścianami rafinerii zdawały się ich obserwować.
– To tylko cienie, skarbie – powiedziała. – Tylko twoja wyobraźnia.
Ale ona też to czuła. Też to słyszała. Stukot. Brzęk. Syk ściszonego oddechu. Wiedziała, że to tylko klekot starych rur i para wydobywająca się z trzewi miasta, z kopalń wydrążonych głęboko pod powierzchnią tego świata, gdzie silniki nigdy nie przestają dudnić, a wiertła wciąż zanurzają się coraz głębiej i głębiej.
Kara wciąż szła przed siebie, trzymając dzieci za ręce. Po prawej jej syn, odważny i cichy siedmiolatek; po lewej córka, zaledwie trzyletnia, niemal zbyt mała, by za nimi nadążyć; a w brzuchu jej trzecie dziecko, wciąż tak maleńkie, wywołujące w niej mdłości i poczucie winy. Jak mogła sprowadzać kolejne niemowlę na ten świat, na Corpus, tę nędzną kolonię górniczą oddaloną o tak wiele lat świetlnych od Ziemi? Jak mogła skazywać je na życie w świecie, gdzie niebo krwawi, każdy kąt spowijają cienie i nigdy nie widać gwiazd ani słońca?
Kara nie chciała się tu przeprowadzać. Tęskniła za Ziemią. Ledwie pamiętała drzewa, fale i błękitne niebo, ale i tak tęskniła. Sprowadził ich tu jej mąż, górnik. Był twardym człowiekiem, przytłoczonym wspomnieniami ubóstwa i przekonanym, że jego zachłanność ma się przysłużyć wyłącznie jego rodzinie, nigdy jemu samemu. Wierzył, że jeśli tylko dokopie się dość głęboko i wydobędzie wystarczająco dużo eterytu – cennego surowca kryjącego się tu pośród mroku – wzbogacą się na tyle, aby powrócić na Ziemię i resztę swoich dni przeżyć szczęśliwie i dostatnio. Jednak Kara nie dbała o bogactwa. Mogłaby mieszkać choćby w jaskini, byle tylko móc wyjrzeć na zewnątrz i zobaczyć gwiazdy, odetchnąć powietrzem nieprzesiąkniętym smrodem spalin, przytulić się do męża, który nie byłby wysmarowany brudem i sadzą.
„A jednak przyleciałam tu razem z nim – myślała, krocząc labiryntem uliczek górniczej kolonii. – Przyleciałam, żeby nasza rodzina się nie rozpadła, ale teraz sama jestem w rozsypce”.
– Mamusiu – odezwała się jej córka. – Mamusiu, to coś się zbliża.
– Nic tam nie ma! – odparła Kara zbyt głośno, zbyt surowo.
Dziewczynka zaczęła płakać, jednak Kara nie miała odwagi się zatrzymać, aby ją pocieszyć. Szła wciąż naprzód, jeszcze szybciej, ściskając dłonie swoich dzieci, coraz bardziej zagłębiając się w miasto. Światła wokół zamigotały, po czym zgasły. Uliczne latarnie, jasno oświetlone okna, neony – wszystkie wyzionęły ducha. Świat zatonął w mroku. Gazowy olbrzym w górze przybrał intensywniejszy odcień czerwieni, roztaczając nad kolonią krwawą poświatę. Miasto zdawało się kurczyć i wyglądało, jakby szkarłatny baldachim miał lada moment je pochłonąć.
– Mamusiu – zakwilił jej syn.
– To tylko znowu nie ma prądu – odparła, idąc przed siebie. – Tak, jak w zeszłym tygodniu.
Ostatnio zdawało się, że co tydzień światła na Corpusie migotały i gasły. Kara w rozmowie z mężem wspomniała, jaka to ironia losu, że górnicy wydobywający eteryt, najcenniejsze źródło energii w całym kosmosie, tak często nie mają prądu. Roześmiał się i powiedział, że szewc najczęściej chodzi bez butów. Nie będzie mu do śmiechu, kiedy Kara znów się z nim zobaczy. Zażąda, żeby opuścili Corpus, wrócili na Ziemię i zapomnieli o tym księżycu, tym kawałku skały, tym piekle, w którym światła wciąż gasną, niebo krwawi, a w cieniach przemykają jakieś stworzenia.
– Mamusiu, to coś jest za nami! – Córka mocniej ścisnęła ją za rękę. – Mamusiu, patrzy na mnie.
– Nic tam… – zaczęła Kara, odwracając się, i nagle umilkła.
Za nią, w cieniu. Para białych ślepi. Wpatrywały się w nią przez chwilę, po czym rozpłynęły w ciemności.
Jakaś istota skryta w mroku.
Kara energicznie potrząsnęła głową, odpędzając od siebie wspomnienie opowieści, które górnicy opowiadali nocami swoim żonom.
Obserwują nas. Śledzą. Przyglądają się.
Wtedy, pośród cieni… Syk. Tupot. Stuk. Stuk. Stuk.
Kara odwróciła się i sztywnym krokiem podjęła marsz, trzymając dzieci za ręce. Szły obok w milczeniu, przyspieszając kroku. Za ich plecami wciąż słychać było stukot i zgrzytanie, jakby wiele stóp skrobało o kamień, i ten syk. Kara nie miała odwagi się odwrócić ani puścić biegiem, aby stworzenie nie zorientowało się, że zostało zauważone.
Śledzi nas.
Nie. Bzdury! To wszystko wymysły. Legendy. Straszne historie.
Ale Kara czuła zapach tego stworzenia. Boże, jak ono cuchnęło. To nie był smród sadzy, popiołu ani dymu, tylko organiczna woń rozkładu, przywodząca na myśl dżdżownice po deszczu i sączącą się ropę.
– Chcę do domu – wyszeptała jej córka. – Proszę.
Ale gdzie był ich dom? Kara nie umiała znaleźć drogi. Choć spędziła już trzy lata na tym odległym świecie, wciąż gubiła się w labiryncie uliczek, a w ciemności straciła wszelką zdolność orientacji. Przyspieszyła kroku, próbując odnaleźć znajomą ścieżkę albo jakiś punkt orientacyjny, ale poszarpane krawędzie budynków wszędzie wyglądały tak samo, a na ulicach nie było widać żywej duszy. Miasto liczyło sobie dwadzieścia tysięcy mieszkańców, ale ci przemykali tylko w oddali jak cienie, otuleni płaszczami, i kryli się w domach, czekając, aż wróci prąd, a z nim ciepło i światło. Muzyka. Elektroniczne urządzenia, pozwalające zająć czymś myśli. Kolory i dźwięki, które pomagały stłumić strach.
Kara zaczęła biec. Stukot za nią przybrał na sile, a potem zobaczyła w górze ślepia – przyglądały jej się z dachu, po czym znowu zniknęły. Tupanie rozbrzmiewało teraz bliżej. Nie mogła złapać tchu. Załomotała w drzwi, błagając kryjącą się w czarnym domu osobę, kimkolwiek była, aby wpuściła ją do środka, ale jej prośby pozostały bez odpowiedzi. Pobiegła dalej, jednak znajdowała się w dzielnicy emigrantów, pracowników, którzy przybyli tu bez rodzin i obecnie wszyscy przebywali pod ziemią, kopiąc w poszukiwaniu eterytu, drążąc zbyt głęboko, budząc to, co kryło się w czeluściach.
Biegła, a stworzenie podążało za nią, skacząc od budynku do budynku niczym pasmo mroku w szkarłacie nocy. Szpony ryły metal i kamień, drapiąc je i dziurawiąc. Spojrzenie białych ślepi podążało za nią. Stwór syczał, ślinił się, wołał ją.
Chodź do mnie, Kara.
Przyjdź do mnie tak, jak przyszłaś do niego.
Bądź z nami.
Bądź nami.
Daj nam.
Kara biegła ze łzami w oczach, ciągnąc za sobą dzieci, i wiedziała, że ten mroczny bóg pragnął ich, chciał ofiary, tak, jak Bóg Ziemi, który zażądał, aby złożyć mu w ofierze Izaaka na szczycie góry. Ona jednak nie wypełni woli tego pradawnego bóstwa kopalń. Oprze mu się. Ucieknie. Załomotała w kolejne drzwi, bezskutecznie błagając, aby wpuszczono ją do środka. Pobiegła w stronę mężczyzny, którego ujrzała pośród cieni, on jednak uciekł. Wokół była tylko ciemność i labirynt krętych uliczek. Nad nią zwieszały się rury, z których kapała woda – nie, krew. Niebo wciąż jak okiem sięgnąć burzyło się, zatapiając ją w krwawym wirze, a stworzenie zanosiło się śmiechem brzmiącym jak zardzewiałe wiertła z trzaskiem kruszące kamień.
Trzaski. Kamień. Ciemność.
Wszyscy byli pod ziemią. Jej mąż. Pozostali mężczyźni. Kilka innych kobiet na tyle głupich, aby tutaj przybyć. Wszyscy przedzierali się przez mrok, z dala od nieba, w poszukiwaniu surowca, piachu, pyłu, cennych niebieskich kryształów o tysiącu nazw, skarbu, który pozwolił ludzkości wyruszyć do gwiazd. Tutaj jednak gwiazd nie było. Nigdy nie powinni byli tu przylecieć, do tego cuchnącego, żelaznego ula, w którym nocami coś wychodziło na łowy.
Pod ziemią.
Syk.
Skrobanie.
Kara…
– Mamusiu!
– Pod ziemią – wyszeptała.
Zobaczyła przed sobą łuk bramy prowadzącej do tunelu, do kopalń, do górników, w głąb tego skalistego globu zawieszonego pod krwistoczerwoną planetą. Kara wraz z dziećmi puściła się biegiem i zanurkowała w ciemność. Słyszała kroki licznych stóp podążającego za nią cienia, szpony drapiące o kamień. Syk stawał się coraz głośniejszy, smród przybierał na sile. W tunelu migotało tylko kilka rozrzuconych z rzadka lamp, napędzanych zapasowym generatorem, które mrugały i bzyczały niczym chmara owadów. W górze wiły się rury, w dole biegły szyny. Kara gnała przed siebie razem z dziećmi, tutaj też natrafiając na labirynt przejść, węższych, ciemniejszych, bijących chłodem. Pod ziemią było tak zimno.
– Hej! – zawołała, a jej krzyk poniósł się echem przez tunele i powrócił, drwiąc z niej, śmiejąc jej się w twarz. Odpowiedział mu tysiąc syczących głosów. Były wszędzie. Było ich tu pełno.
Kara odwróciła się gwałtownie i wtedy go zobaczyła. Stwór zbliżał się do niej tunelem, a jego długie, pokryte szponami ciało unosiło się niczym kobra gotowa do ataku. Mówił do niej w myślach.
Kara. Kara… Daj je nam… Wielb nas… Złóż je w ofierze na naszą chwałę…
Odwróciła się i pobiegła przed siebie w poszukiwaniu męża. Tunel rozgałęział się, więc wybrała odnogę na chybił trafił, potem kolejną, a wszystkie korytarze wiły się i niebawem stały się tak wąskie, że ledwie była w stanie się poruszać. Ściskała dłonie dzieci, które z płaczem biegły u jej boku. Zgubili się. Zmylili drogę w ciemności. Byli tu uwięzieni. To nie były ścieżki przeznaczone dla górników; musiała skręcić w złą stronę. Popełniła błąd. Nie powinna była nigdy postawić tu stopy – w tej kopalni, na tym księżycu, pośród tego koszmaru. Palące łzy popłynęły jej po policzkach. Zawołała raz jeszcze, o pomoc, o łaskę, ale echo jej głosu odpowiedziało jedynie drwiącym śmiechem. Upadła na kolana.
Dzieci przytuliły się do niej.
Wszędzie wokół niej wznosiły się rury, maszyny i silniki. Dotarła do maszynowni, podziemnego miasta, którego kręte wieże wznosiły się ku kamiennemu sklepieniu niczym ogromne stalagmity z metalu, buchając kłębami pary i siarki, a od bulgoczących kotłów bił niezdrowy, złoty blask. Znajdowała się w wysokiej, zagraconej hali, przypominającej grobowiec jakiegoś starożytnego władcy wydrążony we wnętrzu góry. Teraz będzie to jej grobowiec.
Stworzenie pełzło poprzez cienie, wyciągając ku niej szpony – tak wiele szponów, całe rzędy. Kara odsunęła się, tuląc do siebie zapłakane dzieci.
– Kara?
Zbliżyło się do niej światło, a wraz z nim jakiś cień.
Kara zamrugała i odetchnęła z ulgą.
– Tom!
Jej mąż podszedł bliżej, marszcząc brwi. Światło pochodziło z latarki przymocowanej do jego kasku. Szeroką twarz i szorstkie dłonie pokryte miał sadzą. Zbliżył się pospiesznie, odganiając cienie.
Kara obejrzała się na stworzenie.
Zniknęło.
Jeszcze raz odetchnęła z ulgą.
– To tylko sen – wymamrotała. – Tylko moja wyobraźnia.
Mąż wpatrywał się w nią ze zmarszczonymi brwiami.
– Kara, nic ci nie jest? Co się stało?
Wstała, a syn wyrwał się z jej uścisku i pobiegł w stronę ojca.
– Tatusiu! – Rzucił się w objęcia górnika. – Tam był potwór.
Tom uśmiechnął się i wziął chłopca w swoje silne ramiona.
– Tata już tu jest. Przegonił potwora i…
Szpon z mdlącym trzaskiem przebił pierś Toma na wylot.
Kara krzyknęła.
Chłopiec wypadł z objęć ojca, a szpony pochwyciły go i rozszarpały, zrywając mięso z kości i z trzaskiem otwierając klatkę piersiową, po czym zawlekły ojca i syna w ciemność, aby ich pożreć. W tej samej chwili wrócił prąd i silniki obudziły się do życia, brzęcząc, szczękając, buchając oparami i z chrzęstem metalu krusząc kamień.
– Tatusiu! – krzyknęła ich córka, wyciągając rękę w stronę ojca, ale Kara złapała ją, zatkała jej usta dłonią i zerwała się do biegu.
„Nie żyją. – Płakała. – Nie żyją. Nie żyją. Ale moja córka żyje. Dziecko w moim brzuchu żyje. Ja żyję. Musimy przetrwać. Musimy przetrwać”.
Podczas gdy stworzenie się pożywiało, Kara zaciągnęła córkę pomiędzy rury, za silnik, gdzie przywarła do ściany, dygocząc i szlochając. Jej syn martwy, przenikliwy chłód w sercu, jej syn wydarty, rozszarpany, jej mąż martwy, rozczłonkowany, pożarty. Wciąż słyszała te dźwięki – rozrywane ciało, łamane kości, mlaskanie. Wciąż czuła ten smród. Obrazy wciąż raz za razem przewijały się jej przed oczami. Jej mąż. Jej syn. Martwi. Martwi. W kawałkach. Utraceni. To nie mogło się dziać naprawdę. To musiał być zły sen, jeden z tych koszmarów, w których błądziła w labiryncie, błądziła w swoim życiu, szukając wyjścia. Niedługo obudzi się we własnym łóżku, w przesiąkniętej potem pościeli, rozgrzana mimo panującego w pokoju zimna, rozpaczliwie łapiąc powietrze. Niedługo obróci się i zastanie u swego boku męża, a syn wskoczy im do łóżka.
Szpony znów zachrobotały.
Słyszała, jak się zbliża, parskając, oblizując się, mieląc językiem. Cienie tańczyły.
– Ka…ra…
Nie była pewna, czy słyszy jego głos w swojej głowie, czy stworzenie naprawdę mówi, czy to tylko wyobraźnia płata jej figle. Przylgnęła do ściany, skryta za rurami i pracującymi silnikami. Wciąż słyszała jego oddech. Słyszała, jak węszy. Węszy za nią.
– Ka…ra…
Zbliżał się. Zbliżał. Ociekał krwią. Zobaczyła pod rurami jego odnóża, parę za parą, poruszające się w jednym rytmie; ogromna stonoga, obcy, bóg. Rozpoznała go. Nazywali je scolopendra titania. Nazywali je wijcami. Jeden z roju, jeden z tych, którzy pięćdziesiąt lat temu doprowadzili Ziemię do ruiny, którzy czaili się w cieniu i żądali ludzkiego mięsa na pożarcie, którzy odebrali jej męża. Odebrali jej syna.
– Mamu… – zaczęła jej córka, a stworzenie gwałtownie obróciło się w ich stronę. Kara zasłoniła dłonią usta dziewczynki, uciszając ją. Trzymała dziecko w objęciach, niemal je miażdżąc.
Stworzenie zbliżyło się i nachyliło w dół. Pod rury wsunęły się podobne do drutu czułki, macając i węsząc. Słyszała jego głos w swojej głowie.
Gdzie jesteś, Kara? Gdzie jesteś, mój słodki kawałku mięska?
Skuliła się. Córka wierciła się i rzucała, krzycząc w jej dłoń, ale Kara trzymała mocno, zatykając dziewczynce usta, aby ją uciszyć, dusząc, nie pozwalając zaczerpnąć tchu.
„Nie krzycz. Nie krzycz. Nie oddychaj. Bądź cicho. Nie płacz. Nie jęcz. Nawet nie oddychaj. Nie krzycz”.
Stworzenie zaczęło się oddalać w stronę innego silnika, a Kara zadrżała, ale nie wypuściła córki z uścisku, wciąż zasłaniając jej usta dłonią.
„Bądź cicho. Nie krzycz. Nie jęcz. Cicho, sza”.
Stworzenie oddaliło się, rozmazując za sobą krew jej syna.
Córka wierzgała, usiłując się uwolnić.
„Nie krzycz.
Bądź cicho.
Nawet nie oddychaj”.
Z wolna dziewczynka opadała z sił. Z wolna przestała się rzucać i zwiotczała, ale Kara wciąż trzymała ją mocno, zasłaniając jej usta, aby była cicho.
Stworzenie odeszło.
Wokół nich oddychała ciemność.
Znów zabrakło prądu, światła zgasły, silniki zamarły. W mrocznej otchłani migotało tylko jedno światełko – porzucona latarka jej męża, niczym samotna gwiazda na nocnym niebie.
Kara położyła córkę na ziemi, nieruchomą, cichą, złożoną w ofierze.
– Córeczko? – wyszeptała. Potrząsnęła nią. Dziewczynka leżała bez ruchu, wpatrując się w ciemność pełnym wyrzutu spojrzeniem szeroko otwartych oczu.
Kara zawyła.
Jej pełen żalu skowyt wypełnił otchłań i poniósł się echem przez kopalnię, rozbrzmiewając w ciemności, słyszalny dla każdego.
Stworzenie w jednej chwili odwróciło się i pognało w jej stronę na szponiastych odnóżach, dając susa naprzód. Potężna czarna skolopendra uniosła się przed nią. Była od niej dwa razy wyższa i miała trzydzieści sześć odnóży zakończonych ociekającymi jadem szponami. Bóg. Runęła w dół tak szybko, że Kara ledwie była w stanie dostrzec, jak się porusza. Pochwyciła jej córkę i żarłocznie wessała ciało do gardła, drżąc z rozkoszy.
Złożona w ofierze.
Uciszona.
Skowyt. Skowyt. Nie krzycz. Nawet nie oddychaj.
Kara skuliła się pod ścianą, gotowa do nich dołączyć, wypełnić brzuch bestii jak dziecko, które nosiła w sobie. Położyła dłonie na brzuchu i poczuła, jak chłopczyk kopie. Łzy popłynęły jej po policzkach.
Obcy zbliżył się i pochylił głowę nad jej nabrzmiałym brzuchem. Jego czułki dźgnęły ją jak igły próbujące pobrać wody płodowe, a żuwaczki otwarły się i zamknęły. Stworzenie zdawało się węszyć, oddychając głęboko. Głowę miało większą niż ona, nachyloną, pozbawioną oczu, i myślało. Nieustannie myślało.
Spojrzało na nią.
Ka…ra… bę…dziesz… na…mi…
Pełznąc, okrążyło ją i zwinęło się, oplatając ją niczym pyton. Nie przebiło jej szponami. Obchodziło się z nią delikatnie. Wzięło ją w objęcia i uniosło daleko od tego miejsca cuchnącego śmiercią, w głąb labiryntu, w głąb swojego terytorium. Uniosło ją w ciemność. Uniosło ją do domu.
Copyright © 2014 Chwile,które trwają , Blogger