Zapowiedź "Ziemia w ogniu. Wschód Ziemi. Tom 2 "~Arenson Daniel

Zapowiedź "Ziemia w ogniu. Wschód Ziemi. Tom 2 "~Arenson Daniel



Ziemia stoi w ogniu.

Nazywamy je wijcami. Przybyły z głębi kosmosu. Nieskończenie okrutne stwory o ostrych szponach, które pustoszą świat. Podczas gdy wojna trwa, a miasta obracają się w gruzy, szeregowy Marco Emery wylatuje w kosmos wraz ze swoim plutonem. Wygrali jedną bitwę na Ziemi; kolejną przyjdzie im stoczyć w ciemności. Wijce nie spoczną, dopóki nie zginie ostatni z ludzi. Marco i jego przyjaciele muszą je pokonać. Muszą zwyciężyć – w przeciwnym razie Ziemia upadnie.


______________
Pamiętacie, że 6 czerwca zeszłego roku miał swoją premierę I tom, tym razem premierą II tomu będzie 12 czerwca. Ja już się nie mogę doczekać, jak się potoczą dalsze losy bohaterów, ale najważniejsza jest walka z wijcami. Nie możecie przegapić tej premiery!

Mam dla Was coś specjalnego - mianowicie I rozdział II tomu.. a więc zapraszam, do krótkiej lektury. Dziś I rozdział, pod koniec tygodnia, będzie II 😀


Ps. Jeśli nie pamiętacie o czym był I tom, odsyłam tutaj 👇

Ps.2: Książka jest już w przedsprzedaży: poniżej link 👇
_________


ROZDZIAŁ PIERWSZY


Coś czai się w ciemnościach. Coś mnie śledzi.
Kara szła przed siebie ulicami Corpus City pod krwawiącym niebem. Niebo zawsze tu krwawiło; zawsze cuchnęło śmiercią. Corpus, ten niegościnny księżyc, krążył po orbicie gazowego olbrzyma, który przesłaniał gwiazdy, pochłaniał nieboskłon, kłębił się, bulgotał i buchał oparami. Cały czerwony, pokryty smugami czerni i żółtymi plamami, wyglądał, jakby zaraz miał ją zmiażdżyć. Ilekroć Kara spoglądała w górę pomiędzy żelaznymi wieżami, kopułami rafinerii i dymiącymi kominami, zdawało jej się, że znajduje się w brzuchu jakiejś bestii, pokrytym od środka ropiejącymi wrzodami.
– Mamusiu – wyszeptał jej syn. – Mamusiu, słyszę to. Za nami. W cieniu. – Chłopiec wskazał palcem. – Widzę to.
Kara spojrzała w głąb zaułka. Wydłużone, powykrzywiane cienie majaczące pomiędzy rurami i pokrytymi sadzą ścianami rafinerii zdawały się ich obserwować.
– To tylko cienie, skarbie – powiedziała. – Tylko twoja wyobraźnia.
Ale ona też to czuła. Też to słyszała. Stukot. Brzęk. Syk ściszonego oddechu. Wiedziała, że to tylko klekot starych rur i para wydobywająca się z trzewi miasta, z kopalń wydrążonych głęboko pod powierzchnią tego świata, gdzie silniki nigdy nie przestają dudnić, a wiertła wciąż zanurzają się coraz głębiej i głębiej.
Kara wciąż szła przed siebie, trzymając dzieci za ręce. Po prawej jej syn, odważny i cichy siedmiolatek; po lewej córka, zaledwie trzyletnia, niemal zbyt mała, by za nimi nadążyć; a w brzuchu jej trzecie dziecko, wciąż tak maleńkie, wywołujące w niej mdłości i poczucie winy. Jak mogła sprowadzać kolejne niemowlę na ten świat, na Corpus, tę nędzną kolonię górniczą oddaloną o tak wiele lat świetlnych od Ziemi? Jak mogła skazywać je na życie w świecie, gdzie niebo krwawi, każdy kąt spowijają cienie i nigdy nie widać gwiazd ani słońca?
Kara nie chciała się tu przeprowadzać. Tęskniła za Ziemią. Ledwie pamiętała drzewa, fale i błękitne niebo, ale i tak tęskniła. Sprowadził ich tu jej mąż, górnik. Był twardym człowiekiem, przytłoczonym wspomnieniami ubóstwa i przekonanym, że jego zachłanność ma się przysłużyć wyłącznie jego rodzinie, nigdy jemu samemu. Wierzył, że jeśli tylko dokopie się dość głęboko i wydobędzie wystarczająco dużo eterytu – cennego surowca kryjącego się tu pośród mroku – wzbogacą się na tyle, aby powrócić na Ziemię i resztę swoich dni przeżyć szczęśliwie i dostatnio. Jednak Kara nie dbała o bogactwa. Mogłaby mieszkać choćby w jaskini, byle tylko móc wyjrzeć na zewnątrz i zobaczyć gwiazdy, odetchnąć powietrzem nieprzesiąkniętym smrodem spalin, przytulić się do męża, który nie byłby wysmarowany brudem i sadzą.
„A jednak przyleciałam tu razem z nim – myślała, krocząc labiryntem uliczek górniczej kolonii. – Przyleciałam, żeby nasza rodzina się nie rozpadła, ale teraz sama jestem w rozsypce”.
– Mamusiu – odezwała się jej córka. – Mamusiu, to coś się zbliża.
– Nic tam nie ma! – odparła Kara zbyt głośno, zbyt surowo.
Dziewczynka zaczęła płakać, jednak Kara nie miała odwagi się zatrzymać, aby ją pocieszyć. Szła wciąż naprzód, jeszcze szybciej, ściskając dłonie swoich dzieci, coraz bardziej zagłębiając się w miasto. Światła wokół zamigotały, po czym zgasły. Uliczne latarnie, jasno oświetlone okna, neony – wszystkie wyzionęły ducha. Świat zatonął w mroku. Gazowy olbrzym w górze przybrał intensywniejszy odcień czerwieni, roztaczając nad kolonią krwawą poświatę. Miasto zdawało się kurczyć i wyglądało, jakby szkarłatny baldachim miał lada moment je pochłonąć.
– Mamusiu – zakwilił jej syn.
– To tylko znowu nie ma prądu – odparła, idąc przed siebie. – Tak, jak w zeszłym tygodniu.
Ostatnio zdawało się, że co tydzień światła na Corpusie migotały i gasły. Kara w rozmowie z mężem wspomniała, jaka to ironia losu, że górnicy wydobywający eteryt, najcenniejsze źródło energii w całym kosmosie, tak często nie mają prądu. Roześmiał się i powiedział, że szewc najczęściej chodzi bez butów. Nie będzie mu do śmiechu, kiedy Kara znów się z nim zobaczy. Zażąda, żeby opuścili Corpus, wrócili na Ziemię i zapomnieli o tym księżycu, tym kawałku skały, tym piekle, w którym światła wciąż gasną, niebo krwawi, a w cieniach przemykają jakieś stworzenia.
– Mamusiu, to coś jest za nami! – Córka mocniej ścisnęła ją za rękę. – Mamusiu, patrzy na mnie.
– Nic tam… – zaczęła Kara, odwracając się, i nagle umilkła.
Za nią, w cieniu. Para białych ślepi. Wpatrywały się w nią przez chwilę, po czym rozpłynęły w ciemności.
Jakaś istota skryta w mroku.
Kara energicznie potrząsnęła głową, odpędzając od siebie wspomnienie opowieści, które górnicy opowiadali nocami swoim żonom.
Obserwują nas. Śledzą. Przyglądają się.
Wtedy, pośród cieni… Syk. Tupot. Stuk. Stuk. Stuk.
Kara odwróciła się i sztywnym krokiem podjęła marsz, trzymając dzieci za ręce. Szły obok w milczeniu, przyspieszając kroku. Za ich plecami wciąż słychać było stukot i zgrzytanie, jakby wiele stóp skrobało o kamień, i ten syk. Kara nie miała odwagi się odwrócić ani puścić biegiem, aby stworzenie nie zorientowało się, że zostało zauważone.
Śledzi nas.
Nie. Bzdury! To wszystko wymysły. Legendy. Straszne historie.
Ale Kara czuła zapach tego stworzenia. Boże, jak ono cuchnęło. To nie był smród sadzy, popiołu ani dymu, tylko organiczna woń rozkładu, przywodząca na myśl dżdżownice po deszczu i sączącą się ropę.
– Chcę do domu – wyszeptała jej córka. – Proszę.
Ale gdzie był ich dom? Kara nie umiała znaleźć drogi. Choć spędziła już trzy lata na tym odległym świecie, wciąż gubiła się w labiryncie uliczek, a w ciemności straciła wszelką zdolność orientacji. Przyspieszyła kroku, próbując odnaleźć znajomą ścieżkę albo jakiś punkt orientacyjny, ale poszarpane krawędzie budynków wszędzie wyglądały tak samo, a na ulicach nie było widać żywej duszy. Miasto liczyło sobie dwadzieścia tysięcy mieszkańców, ale ci przemykali tylko w oddali jak cienie, otuleni płaszczami, i kryli się w domach, czekając, aż wróci prąd, a z nim ciepło i światło. Muzyka. Elektroniczne urządzenia, pozwalające zająć czymś myśli. Kolory i dźwięki, które pomagały stłumić strach.
Kara zaczęła biec. Stukot za nią przybrał na sile, a potem zobaczyła w górze ślepia – przyglądały jej się z dachu, po czym znowu zniknęły. Tupanie rozbrzmiewało teraz bliżej. Nie mogła złapać tchu. Załomotała w drzwi, błagając kryjącą się w czarnym domu osobę, kimkolwiek była, aby wpuściła ją do środka, ale jej prośby pozostały bez odpowiedzi. Pobiegła dalej, jednak znajdowała się w dzielnicy emigrantów, pracowników, którzy przybyli tu bez rodzin i obecnie wszyscy przebywali pod ziemią, kopiąc w poszukiwaniu eterytu, drążąc zbyt głęboko, budząc to, co kryło się w czeluściach.
Biegła, a stworzenie podążało za nią, skacząc od budynku do budynku niczym pasmo mroku w szkarłacie nocy. Szpony ryły metal i kamień, drapiąc je i dziurawiąc. Spojrzenie białych ślepi podążało za nią. Stwór syczał, ślinił się, wołał ją.
Chodź do mnie, Kara.
Przyjdź do mnie tak, jak przyszłaś do niego.
Bądź z nami.
Bądź nami.
Daj nam.
Kara biegła ze łzami w oczach, ciągnąc za sobą dzieci, i wiedziała, że ten mroczny bóg pragnął ich, chciał ofiary, tak, jak Bóg Ziemi, który zażądał, aby złożyć mu w ofierze Izaaka na szczycie góry. Ona jednak nie wypełni woli tego pradawnego bóstwa kopalń. Oprze mu się. Ucieknie. Załomotała w kolejne drzwi, bezskutecznie błagając, aby wpuszczono ją do środka. Pobiegła w stronę mężczyzny, którego ujrzała pośród cieni, on jednak uciekł. Wokół była tylko ciemność i labirynt krętych uliczek. Nad nią zwieszały się rury, z których kapała woda – nie, krew. Niebo wciąż jak okiem sięgnąć burzyło się, zatapiając ją w krwawym wirze, a stworzenie zanosiło się śmiechem brzmiącym jak zardzewiałe wiertła z trzaskiem kruszące kamień.
Trzaski. Kamień. Ciemność.
Wszyscy byli pod ziemią. Jej mąż. Pozostali mężczyźni. Kilka innych kobiet na tyle głupich, aby tutaj przybyć. Wszyscy przedzierali się przez mrok, z dala od nieba, w poszukiwaniu surowca, piachu, pyłu, cennych niebieskich kryształów o tysiącu nazw, skarbu, który pozwolił ludzkości wyruszyć do gwiazd. Tutaj jednak gwiazd nie było. Nigdy nie powinni byli tu przylecieć, do tego cuchnącego, żelaznego ula, w którym nocami coś wychodziło na łowy.
Pod ziemią.
Syk.
Skrobanie.
Kara…
– Mamusiu!
– Pod ziemią – wyszeptała.
Zobaczyła przed sobą łuk bramy prowadzącej do tunelu, do kopalń, do górników, w głąb tego skalistego globu zawieszonego pod krwistoczerwoną planetą. Kara wraz z dziećmi puściła się biegiem i zanurkowała w ciemność. Słyszała kroki licznych stóp podążającego za nią cienia, szpony drapiące o kamień. Syk stawał się coraz głośniejszy, smród przybierał na sile. W tunelu migotało tylko kilka rozrzuconych z rzadka lamp, napędzanych zapasowym generatorem, które mrugały i bzyczały niczym chmara owadów. W górze wiły się rury, w dole biegły szyny. Kara gnała przed siebie razem z dziećmi, tutaj też natrafiając na labirynt przejść, węższych, ciemniejszych, bijących chłodem. Pod ziemią było tak zimno.
– Hej! – zawołała, a jej krzyk poniósł się echem przez tunele i powrócił, drwiąc z niej, śmiejąc jej się w twarz. Odpowiedział mu tysiąc syczących głosów. Były wszędzie. Było ich tu pełno.
Kara odwróciła się gwałtownie i wtedy go zobaczyła. Stwór zbliżał się do niej tunelem, a jego długie, pokryte szponami ciało unosiło się niczym kobra gotowa do ataku. Mówił do niej w myślach.
Kara. Kara… Daj je nam… Wielb nas… Złóż je w ofierze na naszą chwałę…
Odwróciła się i pobiegła przed siebie w poszukiwaniu męża. Tunel rozgałęział się, więc wybrała odnogę na chybił trafił, potem kolejną, a wszystkie korytarze wiły się i niebawem stały się tak wąskie, że ledwie była w stanie się poruszać. Ściskała dłonie dzieci, które z płaczem biegły u jej boku. Zgubili się. Zmylili drogę w ciemności. Byli tu uwięzieni. To nie były ścieżki przeznaczone dla górników; musiała skręcić w złą stronę. Popełniła błąd. Nie powinna była nigdy postawić tu stopy – w tej kopalni, na tym księżycu, pośród tego koszmaru. Palące łzy popłynęły jej po policzkach. Zawołała raz jeszcze, o pomoc, o łaskę, ale echo jej głosu odpowiedziało jedynie drwiącym śmiechem. Upadła na kolana.
Dzieci przytuliły się do niej.
Wszędzie wokół niej wznosiły się rury, maszyny i silniki. Dotarła do maszynowni, podziemnego miasta, którego kręte wieże wznosiły się ku kamiennemu sklepieniu niczym ogromne stalagmity z metalu, buchając kłębami pary i siarki, a od bulgoczących kotłów bił niezdrowy, złoty blask. Znajdowała się w wysokiej, zagraconej hali, przypominającej grobowiec jakiegoś starożytnego władcy wydrążony we wnętrzu góry. Teraz będzie to jej grobowiec.
Stworzenie pełzło poprzez cienie, wyciągając ku niej szpony – tak wiele szponów, całe rzędy. Kara odsunęła się, tuląc do siebie zapłakane dzieci.
– Kara?
Zbliżyło się do niej światło, a wraz z nim jakiś cień.
Kara zamrugała i odetchnęła z ulgą.
– Tom!
Jej mąż podszedł bliżej, marszcząc brwi. Światło pochodziło z latarki przymocowanej do jego kasku. Szeroką twarz i szorstkie dłonie pokryte miał sadzą. Zbliżył się pospiesznie, odganiając cienie.
Kara obejrzała się na stworzenie.
Zniknęło.
Jeszcze raz odetchnęła z ulgą.
– To tylko sen – wymamrotała. – Tylko moja wyobraźnia.
Mąż wpatrywał się w nią ze zmarszczonymi brwiami.
– Kara, nic ci nie jest? Co się stało?
Wstała, a syn wyrwał się z jej uścisku i pobiegł w stronę ojca.
– Tatusiu! – Rzucił się w objęcia górnika. – Tam był potwór.
Tom uśmiechnął się i wziął chłopca w swoje silne ramiona.
– Tata już tu jest. Przegonił potwora i…
Szpon z mdlącym trzaskiem przebił pierś Toma na wylot.
Kara krzyknęła.
Chłopiec wypadł z objęć ojca, a szpony pochwyciły go i rozszarpały, zrywając mięso z kości i z trzaskiem otwierając klatkę piersiową, po czym zawlekły ojca i syna w ciemność, aby ich pożreć. W tej samej chwili wrócił prąd i silniki obudziły się do życia, brzęcząc, szczękając, buchając oparami i z chrzęstem metalu krusząc kamień.
– Tatusiu! – krzyknęła ich córka, wyciągając rękę w stronę ojca, ale Kara złapała ją, zatkała jej usta dłonią i zerwała się do biegu.
„Nie żyją. – Płakała. – Nie żyją. Nie żyją. Ale moja córka żyje. Dziecko w moim brzuchu żyje. Ja żyję. Musimy przetrwać. Musimy przetrwać”.
Podczas gdy stworzenie się pożywiało, Kara zaciągnęła córkę pomiędzy rury, za silnik, gdzie przywarła do ściany, dygocząc i szlochając. Jej syn martwy, przenikliwy chłód w sercu, jej syn wydarty, rozszarpany, jej mąż martwy, rozczłonkowany, pożarty. Wciąż słyszała te dźwięki – rozrywane ciało, łamane kości, mlaskanie. Wciąż czuła ten smród. Obrazy wciąż raz za razem przewijały się jej przed oczami. Jej mąż. Jej syn. Martwi. Martwi. W kawałkach. Utraceni. To nie mogło się dziać naprawdę. To musiał być zły sen, jeden z tych koszmarów, w których błądziła w labiryncie, błądziła w swoim życiu, szukając wyjścia. Niedługo obudzi się we własnym łóżku, w przesiąkniętej potem pościeli, rozgrzana mimo panującego w pokoju zimna, rozpaczliwie łapiąc powietrze. Niedługo obróci się i zastanie u swego boku męża, a syn wskoczy im do łóżka.
Szpony znów zachrobotały.
Słyszała, jak się zbliża, parskając, oblizując się, mieląc językiem. Cienie tańczyły.
– Ka…ra…
Nie była pewna, czy słyszy jego głos w swojej głowie, czy stworzenie naprawdę mówi, czy to tylko wyobraźnia płata jej figle. Przylgnęła do ściany, skryta za rurami i pracującymi silnikami. Wciąż słyszała jego oddech. Słyszała, jak węszy. Węszy za nią.
– Ka…ra…
Zbliżał się. Zbliżał. Ociekał krwią. Zobaczyła pod rurami jego odnóża, parę za parą, poruszające się w jednym rytmie; ogromna stonoga, obcy, bóg. Rozpoznała go. Nazywali je scolopendra titania. Nazywali je wijcami. Jeden z roju, jeden z tych, którzy pięćdziesiąt lat temu doprowadzili Ziemię do ruiny, którzy czaili się w cieniu i żądali ludzkiego mięsa na pożarcie, którzy odebrali jej męża. Odebrali jej syna.
– Mamu… – zaczęła jej córka, a stworzenie gwałtownie obróciło się w ich stronę. Kara zasłoniła dłonią usta dziewczynki, uciszając ją. Trzymała dziecko w objęciach, niemal je miażdżąc.
Stworzenie zbliżyło się i nachyliło w dół. Pod rury wsunęły się podobne do drutu czułki, macając i węsząc. Słyszała jego głos w swojej głowie.
Gdzie jesteś, Kara? Gdzie jesteś, mój słodki kawałku mięska?
Skuliła się. Córka wierciła się i rzucała, krzycząc w jej dłoń, ale Kara trzymała mocno, zatykając dziewczynce usta, aby ją uciszyć, dusząc, nie pozwalając zaczerpnąć tchu.
„Nie krzycz. Nie krzycz. Nie oddychaj. Bądź cicho. Nie płacz. Nie jęcz. Nawet nie oddychaj. Nie krzycz”.
Stworzenie zaczęło się oddalać w stronę innego silnika, a Kara zadrżała, ale nie wypuściła córki z uścisku, wciąż zasłaniając jej usta dłonią.
„Bądź cicho. Nie krzycz. Nie jęcz. Cicho, sza”.
Stworzenie oddaliło się, rozmazując za sobą krew jej syna.
Córka wierzgała, usiłując się uwolnić.
„Nie krzycz.
Bądź cicho.
Nawet nie oddychaj”.
Z wolna dziewczynka opadała z sił. Z wolna przestała się rzucać i zwiotczała, ale Kara wciąż trzymała ją mocno, zasłaniając jej usta, aby była cicho.
Stworzenie odeszło.
Wokół nich oddychała ciemność.
Znów zabrakło prądu, światła zgasły, silniki zamarły. W mrocznej otchłani migotało tylko jedno światełko – porzucona latarka jej męża, niczym samotna gwiazda na nocnym niebie.
Kara położyła córkę na ziemi, nieruchomą, cichą, złożoną w ofierze.
– Córeczko? – wyszeptała. Potrząsnęła nią. Dziewczynka leżała bez ruchu, wpatrując się w ciemność pełnym wyrzutu spojrzeniem szeroko otwartych oczu.
Kara zawyła.
Jej pełen żalu skowyt wypełnił otchłań i poniósł się echem przez kopalnię, rozbrzmiewając w ciemności, słyszalny dla każdego.
Stworzenie w jednej chwili odwróciło się i pognało w jej stronę na szponiastych odnóżach, dając susa naprzód. Potężna czarna skolopendra uniosła się przed nią. Była od niej dwa razy wyższa i miała trzydzieści sześć odnóży zakończonych ociekającymi jadem szponami. Bóg. Runęła w dół tak szybko, że Kara ledwie była w stanie dostrzec, jak się porusza. Pochwyciła jej córkę i żarłocznie wessała ciało do gardła, drżąc z rozkoszy.
Złożona w ofierze.
Uciszona.
Skowyt. Skowyt. Nie krzycz. Nawet nie oddychaj.
Kara skuliła się pod ścianą, gotowa do nich dołączyć, wypełnić brzuch bestii jak dziecko, które nosiła w sobie. Położyła dłonie na brzuchu i poczuła, jak chłopczyk kopie. Łzy popłynęły jej po policzkach.
Obcy zbliżył się i pochylił głowę nad jej nabrzmiałym brzuchem. Jego czułki dźgnęły ją jak igły próbujące pobrać wody płodowe, a żuwaczki otwarły się i zamknęły. Stworzenie zdawało się węszyć, oddychając głęboko. Głowę miało większą niż ona, nachyloną, pozbawioną oczu, i myślało. Nieustannie myślało.
Spojrzało na nią.
Ka…ra… bę…dziesz… na…mi…
Pełznąc, okrążyło ją i zwinęło się, oplatając ją niczym pyton. Nie przebiło jej szponami. Obchodziło się z nią delikatnie. Wzięło ją w objęcia i uniosło daleko od tego miejsca cuchnącego śmiercią, w głąb labiryntu, w głąb swojego terytorium. Uniosło ją w ciemność. Uniosło ją do domu.
"Drwal. Miłość, która narodziła się z natury"~ K.N.HANER

"Drwal. Miłość, która narodziła się z natury"~ K.N.HANER



Czasami sami nie wiemy, jak bardzo nam czegoś brakuje, dopóki tego nie zasmakujemy.


PREMIERA: 15.05.2019r. zamawiając na empik.com wysyłka przed premierą!


Zmysłowa, romantyczna, subtelna... Królowa Dramatów w nowym wydaniu!
Jason Parker, zraniony wydarzeniami z przeszłości, kilka lat temu porzucił wygodne życie w Cleveland i zamieszkał w drewnianym domu pośrodku lasu, z dala od ludzi. Obiecał sobie, że nigdy więcej nie pokocha. W swoim azylu tworzy rzeźby, wyrażając w nich emocje, które nie do końca rozumie. Zdolny artysta zdobywa coraz większą popularność, ale konsekwentnie odmawia kontaktów z mediami.

Samantha Crow ma w życiu konkretny cel. Przebojowa i śmiała dziewczyna chce zostać dziennikarką, choć w głębi duszy pragnie zupełnie czegoś innego. Pewnego dnia dopina swego i namierza pracownię Jasona. Pod pretekstem wywiadu odważa się odwiedzić tajemniczego "Drwala".

To spotkanie, które nieoczekiwanie na dobrych kilka dni uziemia Jasona i Sam w leśnej samotni, sprawia, że zamknięty i skryty mężczyzna otwiera się przed, na pozór beztroską, kobietą. Choć oboje mają wiele tajemnic i nie potrafią odnaleźć właściwej ścieżki, to tylko oni mogą sobie wzajemnie pomóc. Czasami jednak prawdziwe uczucie to za mało, by przegonić demony przeszłości.

Las. Deszcz. Miłość, która narodziła się z natury.

__________________
Ach, co to była za książka... już w PROLOGU dostałam dawkę emocji i tak wiele pytań zaczynało się tlić w mojej głowie. Pierwsze z nich to, to czy Sam zginęła? Jak doszło do pożaru?
Do końca książki czekałam na odpowiedź. Ale zacznijmy od początku... Poznajemy Jasona Parkera jako osobę samotną, mieszkającą w lesie u boku dwóch dorosłych husky  i sześciu małych psiaków, przy których czuł się bezpiecznie. 

Lubiłem swoją samotnie, bo czułem, że to jedyne miejsce na całym świecie, w którym mogę być sobą. W którym nikt mnie nie ocenia. Nikt mi nie przeszkadza. W którym byłem ja, moje myśli, moje problemy. Moja przeszłość i przyszłość, którą niepewnie, ale małymi krokami budowałem.

W I rozdziale poznajemy Samanthę - dziennikarkę, która chciała przeprowadzić wywiad z Jasonem, łatwo się domyśleć, że nie przebiegł ten wywiad pomyślnie. Przy tym spotkaniu śmiałam się sama do siebie, bo Sam bała się psów na domiar złego: "Kobieta ugrzęzła obcasem w ziemi i poleciała do przodu. Zdążyła krzyknąć, i to była jej jedyna reakcja obronna." i wtedy psiaki podbiegły i zaczęły po niej skakać i ją lizać. Wyobraziłam sobie tą sytuacje i bardzoo mnie to rozbawiło. W kolejnych rozdziałach poznajemy lepiej Sam i Jasona,  dwoje zagubionych ludzi. Oboje pragną tego samego, jednak nie do końca potrafią się do tego przyznać.

Bo człowiek bez miłości zapomina o tym, co jest w życiu najważniejsze. Można się bać miłości, można jej unikać, ignorować ją i uciekać przed nią, ale ona w końcu i tak nas dopadnie. I tylko od naszego podejścia zależy, czy wykorzystamy tę jedną jedyną szansę na to, by odnaleźć z kimś nasze szczęście.

"Drwal" to niezwykła historia o sile miłości, która rodzi się niespodziewanie i która ma wiele do przejścia, bo przeszłość nie minęła lecz trwa nadal. Książka pokazała mi, że czasami za bardzo dążymy do celu nie zważając na pewne konsekwencje lub też robimy to nieświadomie, odtrącamy się od wszystkich ludzi, a nie tylko tych, którzy nas zranili. Tak jak zrobił to Jason, opuszczając rodziców, nie utrzymując z nimi kontaktu. Dopiero później naprawia tą relacje. Ale czy nie jest za późno na odzyskanie tych straconych chwil? Czy człowiek zastraszany odnajdzie siłę do walki o własne dobro? K.N.Haner w swojej nowej powieści porusza ważny temat przemocy fizycznej i psychicznej. Jest to dość istotne, bo tak jak  Sam miała z nią styczność tak wiele kobiet tego doznaje i czasami nie robią z tym nic. Boją się, są zastraszane i samotne.  Taka osoba bez kogoś komu ufa nie podejmie walki, będzie w tym tkwiła, dlatego tak ważna jest relacja z drugą osobą, która będzie twoim aniołem. 

-Życie jest za krótkie, by bać się zmian i podejmowania decyzji. Zawsze przecież można zmienić zdanie. 
- Ale ludzie nie lubią przyznawać się do błędów. Będą szli w zaparte, ale nie powiedzą, że podjęli nieodpowiednią decyzję



Dziękuję za możliwość przeczytania tej wartościowej historii K.N.Haner oraz wydawnictwu editiored 😊

"Ilias"~~Małgorzata Falkowska

"Ilias"~~Małgorzata Falkowska

Kiedy byłem przy niej, stawałem się zupełnie innym człowiekiem. Delikatnym, wrażliwym, a nawet czułym. Przy niej byłem popierdoloną wersją Iliasa, której chciałem się wyzbyć. Za bardzo przypominała mi ona o Mado. O jedynej dziewczynie, której skłonny byłem oddać całe swoje serce, tylko po to, by zmiażdżyła je w swej dłoni, wypuszczając z niej drobne kawałki, których nie da się już posklejać.


Gorący romans na jednej z greckich wysp.
Miłość nie szuka podobieństw, wystarczy jej wzajemne przyciąganie!
Gabi ma dziewiętnaście lat, niedawno zdała maturę. Równocześnie z egzaminami maturalnymi zakończyła się jej znajomość z Markiem — dwuletni związek, w którym pokładała nadzieje. By nie myśleć o niepowodzeniu, prosi ciotkę pracującą w biurze podróży o pomoc w znalezieniu zajęcia z dala od domu. Kobieta proponuje Gabi pracę animatora w jednym z hoteli na wyspie Kos. To właśnie tam dziewczyna poznaje Iliasa, który w ramach kary musi pierwszy raz w życiu pracować. Jednak jako syn właściciela hotelu postanawia się nie przemęczać — żyć beztrosko, jak dotychczas, i wciąż szukać seksualnych wrażeń. Mimo niechęci do pracy zgadza się pomóc Gabi — i skrada jej serce. Przemilcza tylko kilka tajemnic. Tymczasem przeszłość obojga nie da o sobie zapomnieć.
Jak skończy się historia, której bohaterowie rzucili na szalę miłość i kłamstwo?




______________

Główną bohaterką jest Gabrysia, która niedawno zdała egzamin dojrzałości, myślałam, że teraz już wszystko pójdzie tak jak sobie zaplanowałam z chłopakiem - Markiem. Studia w rodzinnym mieście, jednak on oznajmia jej, że z nimi koniec. Dwuletni związek się rozpad, dla niej jest to mały koniec świata, dla niego niekoniecznie. Dlatego dziewczyna postanawia wyjechać za granicę, do pracy, aby zapomnieć o tym dupku. Dzięki ciotce, która pracuje w biurze podróży wyjeżdża do Kos - grecka wyspa. Będzie pracować jako animatorka.Tak więc Gabrysia wyjeżdża do pracy, tam zapoznaje Iliasa, który pierwszy raz w życiu pracuje u ojca. Chłopaka uzależnionego od kobiet i seksu. Ilias jest podobny do Marka, dlatego dla Gabi jest już po części skreślony.  Bo przecież wyjechała by zapomnieć, wyleczyć swe serce.  Jednak on jest typem, który zalicza wszystkie dziewczyny, a Gabi jest kolejna i myśli, że Ona się mu nie oprze jak każda do tej pory. I tu się mylił, bo to on zabiega o jej względy, pewnego dnia czuje, że to coś innego. Coś poważniejszego. 



Ta znajomość nie mogła przecież skończyć się happy endem. Ja nie była do nich stworzona. Grałam raczej królową dramy. I to nie ja ją stworzyłam, co ciekawe, ale ja nią żyłam. Płakałam, zadawałam w myślach setki pytań i cierpiałam. Obiecywałam, że nigdy nie spojrzę na żadnego faceta i wtedy pojawił się Ilias. Człowiek, który burzył wszystko, nad czym pracowałam przez ostatnie tygodnie. Człowiek, który całował mnie z zaskoczenia, nie zapytawszy nawet o zdanie. Tak bardzo go za to nienawidziłam!

Niby nic nas nie łączyło, ale ja czułem się w jej towarzystwie jakoś inaczej. Pragnęłam jej, jednak tortury, jakie mi zadawała swoją obojętnością, sprawiły, że darzyłem ją wyjątkowym szacunkiem. Patrzyłem na nią zdecydowanie inaczej niż pierwszego dnia, kiedy się spotkaliśmy

Reasumując było to moje pierwsze spotkanie z Panią Małgorzatą Falkowską, nie było to idealne spotkanie. Warto zauważyć, że Gabi wchodzi w okres dorosłego życia, gdzie wybory już stają się trudniejsze, miłość czymś poważniejszym niż tylko chwila ulotną. I nie wszystko układa się tak jak to sobie zaplanowaliśmy. Mi osobiście książka nie przypadła do gustu, była trochę zbyt przewidywalna, ALE zakończenia takiego jednak się nie spodziewałam.  Jeśli chcesz przenieść się na ciepłą wyspę to jak najbardziej proponuje Iliasa, ale jeśli chcesz gorącego romansu to już nie koniecznie 😕
"Bez złudzeń"~~ Mia Sheridan

"Bez złudzeń"~~ Mia Sheridan





Zawsze udawałam, że jestem z kamienia, ale prawdę mówiąc, mam wrażenie, że raczej ulepiono mnie z piasku, i mogę się w każdej chwili rozsypać.


Fascynująca opowieść o blaskach i cieniach życia, a także o zwycięstwie dobra i miłości. Mia Sheridan, autorka z listy bestsellerów „New York Timesa , przywraca wiarę w drzemiącą w miłości moc uratowania każdego ” człowieka.
Kobieta, którą skrzywdzono...
Osierocona przez matkę jako mała dziewczynka, egzystująca kątem u biologicznego ojca, zgwałcona przez jego kompana, Eloise wzrasta w poczuciu bezradności i osamotnienia wobec otaczającej ją rzeczywistości. Kończy szkołę średnią, ale zdana wyłącznie na siebie, pozbawiona jakiegokolwiek wsparcia, ostatecznie zatrudnia się w klubie, gdzie skąpo ubrana tańczy na rurze. Przybiera imię Crystal i jako bardzo urodziwa kobieta szybko zyskuje popularność. Wcale jej to nie cieszy, brzydzi się oglądającymi ją, często na wpół pijanymi oraz namolnymi mężczyznami, ale musi zarabiać na swoje utrzymanie. Z obojętności i nieufności wobec nich, a także wszystkich innych przedstawicieli tej płci czyni swoją zbroję - o wiele lepiej nie czuć zupełnie nic, niż dać się zranić. Pewnego wieczoru zauważa w klubie mężczyznę ewidentnie różniącego się wyglądem i sposobem zachowania od stałych bywalców. Po występie dowiaduje się, że poprosił szefa klubu, by mógł z nią porozmawiać.
Mężczyzna potrzebujący pomocy...
Gabriel Danton uważa, iż niemal do końca zrzucił z siebie ciężar, pod którym uginał się od czasu, gdy jako dziewięcioletni chłopiec został uprowadzony przez porywacza. W zawilgoconej, wyposażonej w małe zaciemnione okienko piwnicy spędził sześć długich i trudnych lat, a mimo to nie poddał się i czerpiąc ze wspomnień o szczęśliwym dzieciństwie, znalazł w sobie dość odwagi oraz siły, by uciec. Wymarzony powrót do rodzinnego domu przyniósł mu kolejną traumę – nie zastał w nim ukochanych rodziców, którzy w czasie jego nieobecności zginęli w wypadku samochodowym. Znalazł oparcie we wspólniku i zarazem przyjacielu ojca, młodszym o rok bracie, a także we własnej artystycznej twórczości. Potrzebował czasu i pracy nad sobą, aby nie zatracić się w goryczy i żalu, i uwierzyć we własną przyszłość. Do tego stopnia odzyskał samego siebie, że pomyślał, iż mógłby spróbować związać się z kobietą. Rzecz w tym, że wciąż bał się bliskości, zarówno fizycznej, jak i psychicznej. Przyszło mu do głowy, że mógłby zapłacić za pomoc w zwalczeniu tej obsesji, i wybrał się do klubu.
Występ Crystal robi na nim wrażenie nie tylko z powodu jej urody. Wydaje mu się, że ta piękna młoda kobieta o inteligentnym spojrzeniu zupełnie nie pasuje do miejsca, gdzie występuje. Postanawia z nią porozmawiać.


____________________________________
Książki przeczytane:
  • "Bez słów"
  • "Calder"
  • "Eden"
  • "Żądło namiętności"
  • "Bez złudzeń:
Do tej pory jest to dla mnie najsłabsza książka Mii Sheridan. Zabrakło mi tej magii, którą dotąd poznałam w każdej z powyższych przeczytanych książek. Każda miała to COŚ, co tylko Mia Sheridan mogła stworzyć, tutaj dostałam historię trochę za bardzo przewidzianą. Nie poczułam żadnego przywiązania do bohaterów, trochę mnie obeszła bokiem ta książka. Jednak nie przestane z moim poznawaniem książek Sheridan. 

Wasze uczucia były podobne? Czy wręcz przeciwnie, dla Was okazała się najlepszą książką? 😊

"Mimo wszystko kochaj" ~ Agnieszka Rusin

"Mimo wszystko kochaj" ~ Agnieszka Rusin



"Julio, zasmucę cię, bo życie jest związane z cierpieniem i jeśli nie zaryzykujesz, to zostaniesz sama. Nie chcę połowy twojej miłości i szczypty oddania, dlatego, że się boisz odrzucenia czy zranienia. Jesteśmy jak dzieci we mgle, każdego dnia popełniamy błędy, płaczemy, cierpimy, ale to sprawia, że doroślejemy i robimy krok dalej, ucząc się, jak żyć. Kochamy, ufamy, dojrzewamy i to wszystko sprawia, że stajemy się prawdziwi, także dzięki naszym smutkom. Tak zostaliśmy stworzeni. Nie sądzisz?"


Cztery siostry nie mogłyby być bardziej różne: Joanna to wiecznie zabiegana i zapracowana matka dwóch córeczek, Gosia wiedzie beztroskie życie przy zamożnym mężu, Majka goni za karierą, a Julia wciąż szuka swojego miejsca na świecie i właśnie postanowiła rzucić studia.Choroba matki sprawia, że wszystkie spotykają się w rodzinnym domu w malowniczym Karpaczu. Przywożą ze sobą złamane serca i sekrety. To jednak jeszcze nie koniec dramatycznych wydarzeń… Czy siostry będą umiały przezwyciężyć to, co je dzieli? Czy nauczą się kochać… mimo wszystko?



_____________

Pani Agnieszka daje nam czas na poznanie z każdą z sióstr. Poznajemy je w takiej kolejności jak w opisie. Każda z nich jest zagubiona, ma własne problemy, z którymi chce sobie poradzić sama. Gdy śmierć matki sprowadza kobiety do rodzinnego miasta, u każdej załamuje się świat . Joasia odkrywa zdradę męża, Gosia zadłużenie kredytami, Majka zostaje wyrzucona z pracy a Julka zdradzona przez chłopaka.  Każda z nich marzy o szczęściu, ale czy każda osiągnie to szczęście?
Siostry, które nie spotykają się za często muszę przeżyć trochę czasu wszystkie razem, każda ma inny charakter. Do tej pory nie myślałam, że można mieć aż tak inne charakter, jedna z drugą się kolidowała. Ale łączyła je siostrzana miłość, chociaż dogryzały sobie, nie mogły się dogadać to pewnego razu wybuchły. Cała złość do życia, wszystkie niepowodzenia ujrzały światło dzienne. Każda skrywała coś, co ją bolało, z czym niedawno musiały sobie poradzić, to wtedy w łazience zwierzyły się sobie, oddając pewien ciężar, dostały zrozumienie i akceptacje, tego czego im brakowało.

Prośba o pomoc nie jest oznaką słabości...

Historia czterech sióstr, które są zagubione, szukają szczęścia, miłości, zrozumienia. Każda ma własne atuty, każda inny charakter. Kiedy przychodzi chwila kryzysu odnajdują się w rodzinnym domu, próbują razem stawić czoła przeciwnością losu, dzięki temu stają się bliższe, otwarte na siebie i najważniejsze stały się wsparciem jedna dla drugiej. 


Cierpienie i rozczarowanie są wpisane w nasze życie jak oddychanie, jedzenie i picie. Odciskają piętno na naszej duszy, kształtując nas, poddając próbie, dodając sił.
"Pierwsza miłość"

"Pierwsza miłość"



Nad związkiem musi pracować dwoje ludzi i najważniejsze, aby obojgu się chciało codziennie wykonywać te pracę. A to niestety żmudna robota. Miłość nie jest tylko na dobre, ale i na złe.



Opis:

Opowieści wyjątkowe jak pierwsza miłość.

Pamiętasz swoje pierwsze zakochanie? Motyle w brzuchu, ukradkowe spojrzenia i pewność, że spotkałaś kogoś niezwykłego. Tego nie da się zapomnieć.
Autorzy najpiękniejszych powieści obyczajowych stworzyli opowiadania o niezwykłej sile pierwszych zauroczeń. Ich bohaterowie idą za głosem serca, bo tak kochać można tylko raz, a cudowne wspomnienia zostają na całe życie. To historie pełne uczuć, emocji i wzruszeń niepowtarzalne jak pierwsza miłość.
Czy święto zakochanych może trwać przez cały rok? Zatrzymaj romantyczną atmosferę na dłużej i daj się ponieść sile uczuć. Może jedna z naszych opowieści będzie podobna do twojej?


______________


Nie jest to normalna książka, w której rozdział za rozdziałem toczy się historia jednych bohaterów. Tutaj przeżywamy pierwsze miłości, wspomnienia, radość czasami smutek związany z zakochaniem. Każdy rozdział jest napisany przez innego autora, każdy ma inne przesłanie. Jednak w każdym chodzi o jedno uczucie jakim jest miłość. Dzięki temu możemy zobaczyć jak dla każdego z nas z osobna wywiera inny wpływ. Dla jednych jest dobrym wspomnieniem, dla drugich trwa nadal, a jeszcze inni jej nie doświadczyli i wciąż czekają. 


Moje serce skradło opowiadanie Agaty Przybyłek "Pierwsza randka", będę tą książkę miło wspominać, a tą historię długo pamiętać. 😇


A Wy mieliście styczność z tą książką? Któraś historia była bliższa Waszemu sercu?


Pozdrawiam M.👄
"Poświęcenie"~~Adriana Locke

"Poświęcenie"~~Adriana Locke



"Bóg nigdy nie obarczy cię większym ciężarem, niż jesteś w stanie znieść."
Opis:

Moje życie zmieniło się na zawsze w noc, w której umarł mój mąż.
Zostałam z rozbitym sercem, stertą rachunków i naszą córką, Everleigh. Nie chcę polegać na nikim, a już najmniej na Crew Gentry. Jest moją pierwszą miłością i mężczyzną, który prawie mnie zniszczył, człowiekiem, który zawiódł mnie za każdym razem, kiedy go potrzebowałam.
Ale kiedy tragedia zaatakuje po raz drugi, Crew może być moją jedyną nadzieją.

Moje życie zmieniło się na zawsze w tę noc, gdy zmarł mój brat.
Zostałem z wyrzutem sumienia, stosem błędów i niewiele więcej. Opiekuję się Julią Gentry wdową po bracie i miłością mojego życia i ich córką. Wiem, że nie chce mojej pomocy, ale i tak ją dostaje. Jestem jej to winien.

Kiedy trafi kolejna katastrofa, dostaję możliwość poprawienia sytuacji. Biorę to. Jestem gotów poświęcić to wszystko.



_________________________________

Piękna książka, w której zawarta historia złamie nie jedno serce. 

"Gdy zostajesz sam, a twój świat rozpada się na kawałki, zaczynasz walczyć.
Walczyć o życie.
Walczyć o przetrwanie.
Walczyć, by bronić tego, co ci zostało."
Julia stara się być niezależna, pracuje tyle ile może by opłacić rachunki i żyć, jednak pieniędzy jest na styk. Po śmierci męża nie chce mieć nic wspólnego z Jego bratem, mężczyzną, którego niegdyś kochała.  Jednak on czując się winny, chcę jej pomóc, płaci rachunki za mieszkanie (oczywiście robi to potajemnie, jak tylko się mu uda), chcę odbudować jakąś część byłego życia, którą zaprzepaścił. 
Coś co zbliża tych dwoje ludzi do siebie to wspólna walka z chorobą małej Ever. Dla niej Crew stara się zebrać potrzebne pieniądze, dzięki którym zostanie rozpoczęte leczenie by przezwyciężyć raka. Bo bez tego dziewczynka nie ma szans na wygranie z tym potworem. Sama Julia zaczyna się poddawać w byciu niezależną i ponownie chce zaufać pierwszej miłości. 

"Gdy siedziałem tam i patrzyłem, jak moja siostrzenica wymiotuje, a Julia oddaje całe serce i duszę, żeby ją wesprzeć, coś do mnie dotarło. Życie to wybory, a ja dokonałem swojego."
To nie jest historia, która jest przepełniona romantyzmem, jest tam wiele cierpienia a zarazem wiary, oczywiście jest miejsce na miłość, która buduje, daje siłę by przezwyciężyć raka. Jest to historia pełna walki, pokazania, że czasami lepiej jest się poddać z bycia niezależną i dać chwilę na pomoc drugiego człowieka. Bo wspólnie można wygrać bitwę. 

"To, co w życiu najlepsze nie przychodzi łatwo, ale właśnie te rzeczy warte są poświęcenia."

Możecie mieć przy sobie chusteczki, łza w oku zakręci się nie raz ani nie dwa, bo o wiele więcej. Ujęła mnie ta historia, dała mi sporo emocji, frustracji, z którą musiałam sobie poradzić. Bo dlaczego tak mała dziewczynka musi walczyć z takim potworem. Jak to wszystko wytłumaczyć dziecku? To jak bohaterowie wprowadzili Ever w świat choroby było budujące nie tylko dla niej ale i dla mojego serca. Gest ścięcia włosów przez Crew'a  wraz z Ever był pokazaniem, że dziewczynka nie jest sama, że razem będą walczyć i się nie poddadzą.

Tych co jeszcze nie czytali tej książki, gorąco zachęcam 😉






Premiery lutego

Premiery lutego

Witajcie kochani,
dzisiaj mam dwie zaległości dla Was, pierwsza z nich to książka pt.: "SEEIT"~~Jagna Rolska


Przedstawiam Wam książkę, która miała swoją premierę 13 lutego br.
OPIS:
Rok 2117. Ziemia to tykająca bomba, która niedługo ulegnie zniszczeniu. Ludzkość musi opuścić planetę i uciec na bezpieczne Arki. Rząd światowy, w imię bezpieczeństwa, wprowadza coraz surowsze prawa, a społeczeństwo, coraz bardziej tłamszone, nie zdaje sobie sprawy z wielkiego oszustwa, w jakim bierze udział.

Czy Arki istnieją naprawdę? Czy ucieczka z Ziemi w ogóle jest możliwa? Co, jeśli rzeczywistość jest tylko złudzeniem? Grupa buntowników staje do nierównej walki z Rządem Światowym, a ich jedyną bronią jest wirus SeeIT.

„Motyw arki jest często spotykany, więc wydawać by się mogło, że nic nowego lub przynajmniej ciekawego stworzyć nie sposób. Błąd! Udowadnia to w swojej powieści Jagna Rolska. Okazuje się, że pozornie ograną melodię można podać tak, żeby przykuć uwagę czytelnika, dać mu godziwą rozrywkę i materiał do przemyśleń. Świetny język i nieszablonowe rozwiązania fabularne gwarantują, że nie powieje tu nudą”. – Rafał Dębski

„Barwne uniwersum i wyraziste postaci sprawiają, że SeeIT czyta się z ogromną przyjemnością”.
– Milena Wójtowicz

Pierwsze skojarzenie, gdy ujrzałam tą książkę był serial, który oglądałam na Netflix pt.: "The 100". W serialu, tak jak w książce jest motyw Arki. Dużo wam nie powiem na temat książki, tego co tam się działo, jednak wiem jedno, że ta powieść science-fiction skłania do myślenia typu "a co by było, gdyby...?", pokazuje wizję przyszłości i daje chwilę zastanowienia jak daleko może posunąć się człowiek by zostać u władzy.  Jako ciekawostkę, powiem, że w przygotowaniu jest kolejny tom, gdzie pewnie spotkamy się z jeszcze większym światem science-fiction.

Kolejną książką jest "DZIECI KRWI I KOŚCI"
Opis:
"Niegdyś kraina Orisza tętniła życiem i magiczną mocą, ale to już przeszłość. Teraz, pod rządami bezwzględnego władcy, magowie są ofiarami okrutnych prześladowań. Zélie straciła matkę, a jej lud – wszelką nadzieję. Kiedy jednak nadarza się okazja, aby pokonać monarchę, dziewczyna nie zamierza się poddać! Z pomocą zbuntowanej księżniczki planuje przechytrzyć następcę tronu, który chce położyć kres istnieniu magii.

Orisza to niebezpieczna kraina, królestwo złowrogich śnieżnych lampartusów i mściwych duchów. Ale największym zagrożeniem dla Zélie jest ona sama, musi bowiem zapanować nad własną mocą i coraz silniejszym uczuciem do wroga…"


Mitologia afrykańska, walka dobra ze złem , magowie to wszystko znajduje się w tej książce. Nowością jest ta mitologia, która z pewnością przyciągnie czytelnika, który lubi takie klimaty. Okładka jest piękna, ma w sobie pewien czar. Też tak uważacie?
Mnie nie kręci aż tak mitologia, i może dlatego nie zrobiła na mnie jakiegoś wielkiego szału, na pewno była ciekawa. Ale może się też za dużo spodziewałam.

Pewnie część z Was już miała styczność, z którąś z tych książek. Na pewno było głośno o "DZIECI KRWI I KOŚCI". Jak wasz wrażenia? Macie ochotę na którąś?


"Wciąż Cię widzę"~~Daniel Waters

"Wciąż Cię widzę"~~Daniel Waters





OPIS:

Od czasu Wydarzenia świat nawiedzają duchy. Zwykle zjawy nie przeszkadzają Veronice, bo każdy zdążył przywyknąć do obecności widm. Chociaż dzielenie łazienki z duchem nastolatka bywa mało komfortowe. Jednak zjaw jest coraz więcej. Kiedy Veronica i jej przyjaciel Kirk próbują wyjaśnić to zjawisko, dokonują przerażającego odkrycia. Nauczyciel Veroniki Bittner nie godzi się z faktem, że jego zmarła córka nie powróciła tak jak inni. Wierzy, że Eva potrzebuje ciała, by znów znaleźć się na tym świecie, a jego uczennica Veronica idealnie nadaje się do tego celu. A nawet jeśli się myli, będzie tylko kolejnym duchem…

_________________________________

Przyznam się, że nie słyszałam o filmie, a okazało się, że swoją premierę miał w 2018r. Może byłaś/eś na nim w kinie? Nie wiedziałaś/eś, że jest książka albo odwrotnie, że  istnieje film na podstawie tej powieści? Nie przejmuj się ja to też niedawno odkryłam. W rolach głównych wystąpili: Bella Thorne i Richard Harmon. 

Książkę przeczytała, film jeszcze przede mną!

________________________________


Nie często czytam książki o takiej tematyce , a tak naprawdę to była moja pierwsza taka książka. Na początku byłam do niej dość sceptycznie nastawiona. Przebrnęłam prze kilka rozdziałów i byłam zaskoczona, że mnie wciągnęła. Na początku myślałam, że jaki sens mają duchy, które są wszechobecne w codziennym życiu? Tym bardziej, że nie robią nikomu krzywdy, po prostu są.  Moje nastawienie zmieniło się, gdy zagłębiłam się w lekturę. Każdy kolejny rozdział był coraz ciekawszy, akcja się rozwijała, pewne tajemnice się pogłębiały. Jednym słowem robiło się coraz ciekawiej. Autor trzymał w napięciu do samego końca książki. 

Plusem tej książki jest pewna tajemniczość, to jak opisywane są duszę, jako obrazy. Kirk, który chce w pewien sposób zdobyć zainteresowanie Veroniki zgłasza się do Ryby, o dodatkową ocenę, ten się zgadza pod warunkiem filmowania dusz, notowania o której godzinie się pojawiły i w jakim miejscu. Ryba piszę książkę, w której chowa swoją tęsknotę po stracie córki i żony. Z kolei nauczyciel Veroniki stracił córkę, tylko ten nie pisze książki by poradzić sobie jakoś z tym cierpieniem. On dokonuje zbrodni w roku przestępnym, wtedy gdy jego córka się urodziła. Myśląc, że gdy zabiję dziewczynę w tym samym wieku, przywróci swoją kochaną córkę.  

Nic w tej książce nie można przewidzieć, akcja jest szybka, tajemnicza. 


Dziś są Walentynki, ale to nie znaczy, że mamy je spędzić z romantyczną książką, może właśnie wręcz przeciwnie? 

Czytaliście już książkę? Czekam na Wasze wrażenia po lekturze oraz po obejrzeniu filmu. 




"SPONSOR TOM II" ~~K.N. HANER

"SPONSOR TOM II" ~~K.N. HANER

"Chcę kochać. Chcę być kochana. Chce przebaczać i dawać kolejne szanse. Chcę widzieć w ludziach dobro, bo ono jest kluczem do wszystkiego."



Przychodzę do Was po długim czasie nieobecności, ale mam nadzieje, że mi wybaczycie, ponieważ mam dla Was perełkę, o której jest głośno chodź jeszcze nie miała swojej premiery. 
TOP 100 w kategorii Książki Romans jest na 1 miejscu i to nie bez powodu. Przejdźmy teraz do krótkiego przypomnienia: zakończenie tomu I wbiło mnie w fotel, nie spodziewałam się, że tak drastycznie zakończy się ta część,  która zostawi mnie z tyloma wątpliwościami i jednocześnie z lekkim rozczarowaniem postawy Nathana. Mężczyzny, który znowu się zagubił pomiędzy swoją przeszłością a miłością do Kaliny. Zdradzając ukochaną z jej ciotką traci zaufanie dziewczyny, a co gorsza ona nie wytrzymuje tego psychicznie i postanawia rzucić się z okna. W takich okolicznościach czytelnik zostaje sam na sam ze swoimi myślami i z niecierpliwością wyczekiwałam II części. Zadawałam sobie pytania czy Kalina wybaczy Nathanowi? Czy ich miłość może udźwignąć kolejne zderzenia z przeszłością, bo na pewno takowe będą. Jak potoczy się życie Kaliny bez niego, co na to wszystko mała siostra - Sabina, która kocha Nathana? Czy Kalina wyjdzie cało z wypadku, czy może mała zostanie osierocona i zaopiekuję się nią Ed. Oczywiście tych pytań było więcej... Ale nadszedł ten czas, czas przeczytania II tomu, w którym wszystkie te pytania miały się wyjaśnić. I tak o to jestem po przeczytaniu, kłębiące pytania stopniowo się wyjaśniały, ale dochodziły nowe.
   Muszę Wam powiedzieć, że warto było kontynuować tą znajomość z bohaterami. A książka pochłonęła mnie na jeden dzień, bo to historia o miłości, która miała wiele do przezwyciężenia. 

Autorka omija czas bez Nathana, jest to pół roku, w którym  trwa rehabilitacja Kaliny, w 1 rozdziale nasi bohaterowie spotykają się przypadkiem, a raczej to Sabina zauważyła Nathana i od razu do niego podbiegła. Dzięki Sabinie wybrali się do kawiarni, gdzie spędzili chwile czasu. Do Kaliny wracają wspomnienia, miłość, tęsknota. Pewnego razu dziewczynka postanawia zadzwonić do Nathana, za pierwszym razem odebrała kobieta, za drugim - On. Postanawia na nowo zaistnieć w życiu Kaliny, chcę jej pokazać, że jest wart tej miłości. Gdy wszystko nabiera barw, demony przeszłości się budzą, przeszłość wkrada się do ich wspólnego życia, życia, które zaczęło niedawno na nowo istnieć. Czy wytrwają w tym razem? Autorka będzie Cię trzymać w napięciu do samego końca niczym Jo Nesbø, tylko zrobi to troszkę lepiej.
Pierwszym, dość bolesnym zderzeniem naszych bohaterów jest ciąża Joanny -  ciotki Kaliny, którym ojcem ma być Nathan. Jest to cios dla dziewczyny, ponieważ to Ona chciała dać mu dziecko, a w obecnym stanie nie mogła tego zrobić, a co gorsza jednorazowy numerek okazuje się konsekwencją na dłuższy czas. Dodatkowo na światło dzienne wychodzą długi Nathana. Dzięki modelingu Kalina ma odłożone pieniądze, które miała przeznaczone na zakup domu, rehabilitacje, ale czego nie robi się dla drugiej osoby?  Kolejny dramat jaki rozegra się w ich życiu to pozorowana ciąża Joanny i jej morderstwo, w którym głównym podejrzanym zostaje Nathan. Czy Kalina uwierzy kochanemu, że to nie on stoi za tym morderstwem? Czy będzie w niego wierzyć?  Czy ich miłość będzie taka silna by przetrwać ten okres? 

"W związku nie chodzi o to, by martwiła się tylko jedna osoba. Jest nas dwoje i wszystko musi dzielić się na pół" 

Jak już pewnie wiesz Kasia jest Królową Dramatów, to w jaki sposób buduje napięcie jest spektakularne,szybki zwrot akcji nie pozwala spać, a erotyczne chwile dodają pikanterii całej historii. Bo czymże jest życie bez takiej miłości, która pobudza wszystkie zmysły?  

Historia Kaliny i Nathana nie jest łatwa, przynosi wiele cierpienia dla obu stron, jednak coś im pozwala w tym trwać, być ze sobą mimo tylu rozczarowań, przeszkód jakie zadaje im przeszłość. Ich życie to walka o samych siebie, by być opoką jedno dla drugiego. Miłość ofiaruje im bliskość, poczucie bezpieczeństwa i to, że w końcu przyjdzie czas na ich własne szczęście. 



"Ciemność nie zwycięży ciemności, tylko światło może to zrobić.
Nienawiść nie wygra z nienawiścią, tylko miłość może to uczynić."~~Magica Quartet




"Czasami nie wystarczy mieć mieć przy sobie bliskiej osoby,by czuć pewność, że wszystko się ułoży." 


Brak tytułu

Styczeń - miesiąc przerwy

Wrócę do Was z jedną recenzją książki pt: "Arsen" Mia Asher, którą przeczytałam błyskawicznie, pokaże stosik zaległości i jakie premiery na nas czekają w Lutym!

Czas sesji, to czas zły. 

Do usłyszenia. 👄🙊
Copyright © 2014 Chwile,które trwają , Blogger